Początkowo chodziłam na treningi trzy razy w tygodniu. Chciałam poznać drużynę i zasady w niej panujące. Z czasem wystarczyły mi dwa treningi na tydzień. Łukasz był ze mnie bardzo dumny. Według mnie nie miał żadnego powodu, bo jeszcze nic nie wygrałam ani nawet nie zagrałam w żadnym meczu, ale on uważał sam fakt, że gram za niesamowity.
Wydawało się, że listopad trwał o wiele dłużej niż kalendarzowe trzydzieści dni. Każdy z nich był tak krótki i zimny, że dojazdy na treningi kosztowały mnie wiele wysiłku i entuzjazmu, który czasami trudno mi było z siebie wykrzesać. Wówczas wsparcie Łukasza było dla mnie szczególnie ważne. Na szczęście listopad nie okazał się wieczny i po długim czasie brzydkiej jesieni z radością zapisałam w zeszycie na marginesie datę 1.12.2011r., która nieoczekiwanie wlała w moje serce optymizm. Jesień dobiegała już końca, do świąt pozostało naprawdę niewiele, a już za kilka dni miałam dostać prezenty mikołajkowe.
W piątek, w związku ze zbliżającym się 6 grudnia, wybrałam się z Blanką po prezent dla Łukasza. Towarzystwo kogoś, kto kibicuje Realowi Madryt średnio mi odpowiadało, zwłaszcza, że miałyśmy wybrać prezent mikołajkowy dla kibica FC Barcelony. Trzeba było jednak przyznać, że Blanka nie była jakąś bezczelną narzucającą się dziewczyną. Nawet kiedy wywyższała swój ukochany klub ponad wszystkie inne, darowałam jej to, bo nie obrażała FC Barcelony. Szczerą nienawiścią darzyła natomiast Atletico Madryt, ale potrafiłam jej to wybaczyć, choć jako kibic Barcelony oczywiście wolałam Atletico niż Real.
Nie miałam pojęcia co kupić Łukaszowi. Wybrałyśmy się do Arkadii, która już cała mieniła się tysiącami białych światełek, licząc na znalezienie czegoś, co spodoba się mojemu chłopakowi. Najpierw weszłyśmy do sklepu Nike. Oczywiście, koszulki Barcelony i Manchesteru United były dostępne, jednak te pierwsze Łukasz miał z prawie wszystkich sezonów, a Czerwonych Diabłów nie miałam ochoty mu kupować, ze względu na brak sympatii do tego klubu.
- To może w Empiku coś ci się spodoba? - zaproponowała Blanka widząc moje rozczarowanie.
- Może - odpowiedziałam i wyszłyśmy ze sklepu.
Przechodząc obok Reserved zobaczyłam piękny zimowy sweter-tunikę z golfem. W jednej chwili uznałam, że to zdecydowanie ,,must have", które musi znaleźć się w mojej szafie przed świętami. Weszłam do sklepu, przymierzyłam, zapłaciłam i zadowolona udałam się na dalsze wypatrywanie idealnego prezentu dla Łukasza.
W Empiku znalazłam kubek z herbem Dumy Katalonii, napisem: ,,FC Barcelona". Długo się nie zastanawiałam. Podeszłam do kasy i uregulowałam należność.
- Może do tego jakąś piłkę wybierz, co? - zaproponowała Blanka.
- Łukasz ma całą szafę piłek... - odpowiedziałam. - Czasami nawet zastanawiam się, po co mu ich aż tyle. Kiedyś, gdy mieliśmy iść na boisko poćwiczyć moje strzały z rzutu wolnego, Łukasz będąc w łazience poprosił mnie, żebym wyjęła z szafy piłkę. Siedziałam na podłodze, więc przesunęłam się w stronę szafy, otworzyłam rozsuwane drzwi i... spadł na mnie grad piłek.
Blanka wybuchła śmiechem.
- Ale wiesz co mnie zaskoczyło? - kontynuowałam. - Każda się czymś różniła od reszty. Jedne były tak solidnie napompowane, że aż twarde, inne natomiast nie były pompowane i używane przez kilka miesięcy. Przygnieciona do podłogi futbolówkami leżałam na parkiecie i czekałam aż Łukasz udzieli mi pomocy. Usłyszał do łazienki hałas i przybiegł do pokoju.
- Po co wyjęłaś wszystkie piłki? - zapytał rozglądając się po podłodze pokrytej skórzanymi balonami. - Wystarczy nam jedna. Ewentualnie dwie.
- Chciałam wziąć więcej, żebyś nie musiał chodzić po piłkę, kiedy wykopię ją poza boisko - odpowiedziałam obrażonym tonem.
- To jest myśl - Łukasz parsknął śmiechem. - No dobra, wstawaj - podał mi rękę.
- Po co ci cała szafa piłek? - spytałam stając na nogi.
- Zauważ, że każda jest inna - zaczął mi wyjaśniać.
- Zauważyłam, ale masz ich aż tyle po to, aby grać codziennie inną?
- Niektóre w ogóle nie służą do grania.
- A do czego? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Do samego patrzenia na nie.
Blanka popatrzyła na mnie jak na wariatkę.
- Można kochać piłkę nożną, ale aż tak? - dopytywała. - Po co mu piłki, skoro nimi nie gra?
- Wyjaśnił mi wtedy, że większość z nich jest okolicznościowa. Jego ulubioną piłką jest Adidas Jabulani. Inne piłki, jakie wtedy na mnie spadły to futbolówki z napisem ,,España" w kolorach La Roja, czyli czerwono-żółte, ,,England" z czerwonym krzyżem na białym tle, ,,Brasil" na zielonym tle. Każda z nich przypomina mu o czymś innym.
- Wy to jesteście dziwni, od początku o tym wiedziałam - stwierdziła Blanka.
Wzruszyłam ramionami. Ponownie przechodziłyśmy obok Nike.
- Ej, Ola! - Blanka zatrzymała się nagle. - Jakie piłki - oprócz narodowych i okolicznościowych - Łukasz jeszcze ma?
- No takie zwykłe.
- A piłkę Barcelony ma? - Blanka zapytała uśmiechając się.
- Tak... Ma taką z sezonu 2009/10. Już o tym myślałam.
- Ale nie ma z sezonu 2011/12! Jeśli Łukasz tak uwielbia kolekcjonować piłki to kup mu nową. Ta będzie wyjątkowa, bo od ciebie - Blanka uśmiechnęła się szeroko.
- W sumie... To dobry pomysł. Piłka ode mnie będzie dla niego unikatowa.
Wróciłam do Nike i wybrałam oficjalną piłkę FC Barcelony na sezon 2011/12. Później udałyśmy się po papierową torbę do zapakowania prezentu.
- Ale się postarałaś - powiedziała z uznaniem Blanka, gdy opuszczałyśmy Arkadię.
- Daj spokój, nigdy wcześniej nie kupowałam nic dla Łukasza. Mam nadzieję, że mu się spodoba - wyznałam z nadzieją.
- Na pewno mu się spodoba. Chociaż...
- Co?
- Mnie się nie podoba ten prezent - powiedziała poważnie.
Przez chwilę patrzyłam na nią i zastanawiałam się o co jej chodzi. Dopiero po chwili namysłu zrozumiałam docinkę.
- Nie musi ci się podobać! Mnie też nie podobałby się biały kubek z czarnym napisem: ,,Real Madryt". Ble, ohyda.
- Ej, ej! Uważaj na słowa! - upomniała mnie Blanka.
- Ty zaczęłaś! - wyrzuciłam jej.
- Oj no. Ja tylko wyraziłam swoje zdanie. Nie każdy lubi Barcelonę.
- Nie każdy lubi Real - skontrowałam.
- I niech tak zostanie - zakończyła temat Blanka.
Kiedy dotarłam do domu było już po dwudziestej.
- Zakupy udane? - zapytał tata odrywając się od gazety.
- Tak, jak najbardziej - odparłam. - A, właśnie - kupiłam sobie taki ładny zimowy sweter... Jest taki piękny, że nie mogłam obok niego przejść obojętnie.
- Ach, wy kobiety - odpowiedział krótko.
- Chcesz zobaczyć? - zaproponowałam dumnie.
- A co mnie jakiś tam sweter obchodzi. Dobrze, że sobie kupiłaś, na pewno będziesz wyglądać w nim świetnie.
- No dzięki - odwróciłam się i ruszyłam ze swoimi zakupami w kierunku schodów.
- Ej no, gdzie to już idziesz? - zawołał za mną. - A prezentu dla Łukasza to mi nie pokażesz?
- A chcesz widzieć? - na nowo się ożywiłam i nie czekając na odpowiedź wyjęłam z torby kubek, a następnie piłkę.
- Eee no, lepiej trafić nie mogłaś. Mądrą mam córkę.
- Och, rzeczywiście - przyznałam. - Szkoda tylko, że dopiero teraz to zrozumiałeś.
- Ja zawsze o tym wiedziałem. A prezent super. Łukasz na pewno będzie zadowolony.
Trzy dni później okazało się, że rzeczywiście prezent spodobał się Łukaszowi, który również dla mnie coś miał. Otóż mój chłopak przekazał mi prezent od świętego Mikołaja, którym była poduszka z herbem FC Barcelony. Dobry gust ma ten Święty Mikołaj, nie ma co.
[Muzyka "Last Christmas"]
Ostatnie dni przed świętami mijały w wyjątkowo miłej atmosferze. Nauczyciele nie pytali, nie robili sprawdzianów ani niezapowiedzianych kartkówek. W piątek wieczorem tata przytargał do domu olbrzymiego pachnącego świerka. Święta wkroczyły do domu już na dobre. Wyjęłam z szafy bombki, światełka i łańcuchy, po czym zaczęłam zakładać je na choince. Mama w tym czasie parzyła mak potrzebny do upieczenia makowca. Tata rozwieszał dekoracje świąteczne na balkonie. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- Kto to może być? - zapytała mama.
- Otworzę! - zawołałam ochoczo i pobiegłam do przedpokoju. Przekręciłam zamek, uchyliłam drzwi i ujrzałam smutnego Łukasza.
- Co się stało? - spytałam wpuszczając go do środka.
- Chciałem z kimś pobyć... Wszędzie jest już tak świątecznie, a ja siedzę w domu sam. Tato jest jeszcze w pracy - wyjaśnił.
- To dobrze trafiłeś. Ubieram właśnie choinkę. A mama piecze ciasta, może się załapiesz - uśmiechnęłam się i poszłam do salonu. Mijając kuchnię zwróciłam się do mamy niepewnie:
- Mamo, Łukasz pomoże mi w dekorowaniu choinki.
- Zawsze radziłaś sobie z tym sama, a w tym roku jest ci potrzebna pomoc? - podchwyciła mama.
Nic nie odpowiedziałam. Już zaczynało mnie to wkurzać. Przez cały czas darzyła niechęcią Łukasza. Najpierw przyczyna tego była taka, że jej ulubionego Wojtusia, zostawiłam dla Łukasza. Później wymyśliła sobie, że chcę grać w piłkę z powodu jego piłkarskiej pasji.
Tego dnia nie miałam zamiaru przejmować się jej humorami. Łukasz wyglądał naprawdę marnie i potrzebował mojego wsparcia. Od kilku dni wspominał, jak bardzo chciałby, aby jego mama zjawiła się w domu na święta.
Łukasz zabrał się za rozmieszczanie bombek na choince. Mama włączyła w odtwarzaczu kolędy. Zrobiło się niesamowicie romantycznie i w pełni udzieliła mi się świąteczna atmosfera.
- Może byś pomógł przy dekorowaniu balkonu? - zaproponowała moja mama zwracając się do Łukasza. - Ola poradzi sobie z przyozdobieniem choinki.
- Dobrze. Chętnie pomogę - Łukasz wstał i poszedł po kurtkę, po czym wyszedł na balkon pomagać tacie.
- Mamo, bądź dla niego choć odrobinę miła. Dla niego to trudny czas. Bardzo chciałby, żeby jego mama spędzała z nim święta, jednak ona chyba nie ma zamiaru przylecieć do Warszawy.
- Gdzie ona jest? - mama zapytała z zaciekawieniem.
- Pracuje w Nowym Jorku - wytłumaczyłam.
- Jako kto? - dopytywała mama.
- Jako modelka - odpowiedziałam krótko.
- I zostawiła go z ojcem, a sama poleciała robić karierę? - mama zapytała z niedowierzaniem.
- Nie każdy jest taki jak ty - popatrzyłam na nią z uznaniem. - Dlatego proszę, nie traktuj go jak intruza.
Nie skomentowała mojej prośby tylko wstała i wróciła do kuchni, by kontynuować pracę nad plackiem.
- Jutro jadę na zakupy gwiazdkowe do Złotych Tarasów - odezwała się ponownie po chwili. - Jak chcesz to możesz jechać ze mną i wybrać coś pod choinkę dla Łukasza.
Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Wstałam, podeszłam do niej, przytuliłam i powiedziałam ciche: ,,dziękuję".
- No, skończyliśmy - tata zakomunikował wchodząc do mieszkania. - Gdyby nie Łukasz marzłbym tam jeszcze przynajmniej godzinę. Sprytny chłopak - poklepał Łukasza przyjacielsko po ramieniu.
- Dobrze, że już jesteście - powiedziała mama. - Zrobiłam kolację. Powinniście zjeść coś ciepłego.
- Ja powinienem już wracać do domu - odpowiedział Łukasz. - Smacznego. I wesołych świąt!
- Czekaj, Łukasz. Zjedz z nami kolację, później cię odwiozę - zadeklarowała mama.
Patrzyliśmy na nią z niedowierzaniem.
- No, już siadać do stołu, bo wszystko wystygnie! - zawołała.
Posłusznie wykonaliśmy polecenie. Po zjedzeniu kolacji poszłam z Łukaszem na
górę. Usiedliśmy na moim łóżku, wyprostowałam nogi i ułożyłam się wygodnie.
Zajęłam prawie całe łóżko. Łukasz podniósł mnie, przytrzymał i usiadł sadzając
mnie na swoich kolanach. Ponownie wyciągnęłam nogi przed siebie, a ramieniem
oparłam się o Łukasza, który nakrył mnie leżącym nieopodal kocem. - Ale się najadłam - powiedziałam.
- Ja też - odpowiedział Łukasz. - Twoja mama świetnie gotuje.
- Wiem - uśmiechnęłam się. - Mówiłam ci, żebyś przychodził do nas częściej.
- Twoja mama nigdy nie darzyła mnie sympatią. Wręcz przeciwnie.
- Ale teraz już darzy - pocałowałam go w policzek, aby zakończyć temat. - Jutro po południu wpadnę do ciebie na chwilę.
- Dobrze, zapraszam - potwierdził swoje zaproszenie dając mi całusa w czoło. - Czyli dzisiaj jeszcze nie składamy sobie życzeń?
- Nie, jutro będziemy dzielić się opłatkiem.
- Cieszę się, że spotkam się z tobą w ten szczególny dzień.
- Łukasz, odwiozę cię już do domu, bo później mam jeszcze inną robotę w kuchni i nie będę mogła jej zostawić, a Ola sobie z nią nie poradzi - zakomunikowała moja mama wchodząc do pokoju.
- Jeśli nie sprawi pani problemu odwiezienie mnie...
- Czekam przy drzwiach - odpowiedziała krótko mama i wyszła.
- No idź - powiedziałam kopiąc go. - Chce cię odwieźć, więc nie dyskutuj.
- Dzięki.
- Mnie nie dziękuj. Osoba, której powinieneś dziękować czeka teraz na ciebie na dole.
- Idę, pa - Łukasz zniknął za drzwiami, a ja wstałam i włączyłam płytę z kolędami. Szybko znużył mnie sen, dlatego pościeliłam łóżko i poszłam się wykąpać. Kiedy mama wróciła do domu leżałam już pod kołdrą i układałam sobie w głowie plany na następny dzień. Tak wiele miałam do zrobienia, a zupełnie nie wiedziałam od czego zacząć.