,,Snuje się po domu zapach cynamonu,
gotowanych warzyw, maku co się parzy,
igliwia, wanilii, to zapach Wigilii..."
gotowanych warzyw, maku co się parzy,
igliwia, wanilii, to zapach Wigilii..."
Próbowałam sobie przypomnieć następne zwrotki, ale nie było to takie proste, więc wstałam, ubrałam się i zeszłam na dół. Mama piekła właśnie makowca.
- Nareszcie wstałaś! - powiedziała na mój widok. - Zjedz coś i za chwilę jedziemy.
Szybko zrobiłam sobie kanapkę, wzięłam swoje oszczędności i ciepło ubrana wyszłam z domu. W Złotych Tarasach byłyśmy około dwunastej. W żaden inny dzień roku nie ma tam takich tłumów jak w Wigilię.
- Wszyscy kupują prezenty w ostatniej chwili - powiedziała mama.
- Tak samo jak my - skontrowałam.
- Idź do sklepów, które cię interesują i wybierz coś dla Łukasza. Ja poszukam czegoś dla taty, jednych i drugich dziadków. Po prezent dla ciebie pójdziemy razem, bo nie chcę ci kupić czegoś niepotrzebnego. Godzina czasu nam wystarczy?
- Myślę, że tak - odpowiedziałam i ruszyłam w prawo.
- Nareszcie wstałaś! - powiedziała na mój widok. - Zjedz coś i za chwilę jedziemy.
Szybko zrobiłam sobie kanapkę, wzięłam swoje oszczędności i ciepło ubrana wyszłam z domu. W Złotych Tarasach byłyśmy około dwunastej. W żaden inny dzień roku nie ma tam takich tłumów jak w Wigilię.
- Wszyscy kupują prezenty w ostatniej chwili - powiedziała mama.
- Tak samo jak my - skontrowałam.
- Idź do sklepów, które cię interesują i wybierz coś dla Łukasza. Ja poszukam czegoś dla taty, jednych i drugich dziadków. Po prezent dla ciebie pójdziemy razem, bo nie chcę ci kupić czegoś niepotrzebnego. Godzina czasu nam wystarczy?
- Myślę, że tak - odpowiedziałam i ruszyłam w prawo.
- Ola, poczekaj - usłyszałam głos mamy. - Prezent dla Łukasza kup za moje pieniądze.
- Ale ja sama nie niego zaoszczędziłam i naprawdę nie trzeba, abyś go opłacała.
- Proszę, kup - mama wręczyła mi niebieski banknot.
- Okej - zgodziłam się, ale przez głowę przemknęła mi myśl jak wydać rozsądnie te pieniądze.
Najpierw kupiłam piękną niebieską koszulę w kratkę. Kiedy ją ujrzałam od razu wiedziałam, że będzie moim prezentem dla Łukasza. Szybko skompletowałam również prezent dla rodziców, następnie poszłam do sportowego sklepu, w którym chciałam kupić koszulkę Asseco Resovii, której kibicem był... Wojtek.
Od dłuższego czasu zastanawiałam się, czy kupić prezent świąteczny mojemu byłemu chłopakowi. Teraz, kiedy mama dała mi pieniądze na upominek dla Łukasza, nie miałam już wątpliwości, że przeznaczę je na coś dla Wojtka. Koszulka jego ulubionego klubu wydawała się być najlepszym prezentem. Jedynym problemem było dostarczenie jej adresatowi... Wiedziałam, że Wojtek nie zechce ze mną rozmawiać przez telefon, dlatego postanowiłam nie zawiadamiać go, że się do niego wybieram.- Ale ja sama nie niego zaoszczędziłam i naprawdę nie trzeba, abyś go opłacała.
- Proszę, kup - mama wręczyła mi niebieski banknot.
- Okej - zgodziłam się, ale przez głowę przemknęła mi myśl jak wydać rozsądnie te pieniądze.
Najpierw kupiłam piękną niebieską koszulę w kratkę. Kiedy ją ujrzałam od razu wiedziałam, że będzie moim prezentem dla Łukasza. Szybko skompletowałam również prezent dla rodziców, następnie poszłam do sportowego sklepu, w którym chciałam kupić koszulkę Asseco Resovii, której kibicem był... Wojtek.
Po zakończeniu zakupów spotkałam się z mamą w umówionym miejscu. Wybrałyśmy jeszcze prezent dla mnie, po czym wyszłyśmy ze Złotych Tarasów.
- Za te pieniądze od ciebie - zwróciłam się do mamy - kupiłam coś dla Wojtka.
- Dla Wojtka? - mama była zaskoczona.
- Tak. Chciałabym teraz do niego pojechać, więc wracaj do domu, ja postaram się wrócić do 15-tej, a później pojadę do Łukasza.
- To się nawet dobrze składa. Pojedziemy do Wojtka razem. Osobiście złożę życzenia świąteczne jego rodzicom.
Tego najbardziej nie chciałam. Zaplanowałam, że wszystko odbędzie się dyskretnie, a mama chciała zrobić z tego wielkie wydarzenie. Mimo niechęci musiałam się zgodzić, bo nie mogłam zabronić jej odwiedzenia znajomych.
Do Wojtka domu dotarłyśmy po 14-tej. Zadzwoniłyśmy domofonem, po czym jego mama otworzyła nam bramkę, a następnie drzwi. Weszłyśmy do środka. Czułam się nieswojo, żałowałam, że tutaj przyszłam.
- Napijecie się czegoś? - zapytała Wojtka mama, gdy weszłyśmy do przedpokoju.
- Nie, nie, my tylko na chwilę - wyjaśniła moja mama. - Ola ma coś dla Wojtka.
- Dla Wojtka? - powtórzyła z niedowierzaniem Wojtka mama. - Zawołam go. Wejdźcie do pokoju - zachęciła. - Wejdźcie proszę - dodała idąc w stronę pokoju Wojtka.
- Idź, usiądź i czekaj na Wojtka - szepnęła moja mama. - Ja zostanę tutaj, złożę życzenia i wyjdę. Będę czekać w samochodzie.
Poszłam do salonu. Zatrzymałam się i spojrzałam na przepięknie udekorowaną choinkę, pod którą leżały już przygotowane prezenty. Zamyśliłam się i przypomniałam sobie, ile wspaniałych chwil spędziliśmy razem w tym domu. Sięgnęłam pamięcią wstecz do okresu naszego dzieciństwa, budowania namiotów z koców, domków pod stołem i zabaw w chowanego. Usłyszałam głos Wojtka dobiegający z innej części domu. Położyłam prezent, który kupiłam pod choinką i stanęłam obok fotela. Wojtek wszedł do pokoju. Wiedział już, kto na niego czeka, dlatego nie wyglądał na zadowolonego.
- Cześć - powiedziałam. - Chciałam złożyć ci życzenia z okazji świąt.
- Nie musiałaś się fatygować - odparł. - Naprawdę nie jest to konieczne.
- Oj, Wojtek, proszę cię - mówiłam. - Nie zachowuj się tak dłużej. Wiesz, że jesteś dla mnie osobą wyjątkową, z którą tak wiele mnie łączy, ale pojawiły się również sprawy, które zaczęły nas dzielić. Wiem, że zachowałam się głupio, bo nie tak powinieneś był się dowiedzieć o moim wyborze, ale już przepadło. Jest Wigilia Bożego Narodzenia, proszę, wybacz mi to wszystko, co zrobiłam źle i podziel się ze mną opłatkiem.
Chyba ujęła go moja przemowa, bo odwrócił się i sięgnął po talerz, który stał na meblach. Podszedł z nim do mnie i powiedział:
- Dobrze, podzielmy się. Nie myśl jednak, że potrafiłbym ci to zapomnieć.
- Rozumiem - odezwałam się. - Wiem, że nie da się tak po prostu zapomnieć komuś krzywdy, jaką ta osoba nam wyrządziła, ale zawsze trzeba próbować za wszelką cenę.
- Ja już niczego nie będę robił za wszelką cenę. W tym wszystkim jest też moja wina, wiem o tym, ale...
- Ale ja nie powinnam była tak postąpić - dokończyłam za niego.
- Właśnie - potwierdził. - Miejmy to już za sobą. Życzę ci wesołych świąt i wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Moje życzenia są szczere i prawdziwe, nie musiałbym tego mówić, gdybym ci tak nie życzył.
- Ja życzę ci radosnych świąt, zdrowia, spełnienia marzeń, a przede wszystkim spotkania w Nowym Roku osoby lepszej ode mnie.
- Już taką spotkałem, ale dziękuję za życzenia.
Przełamaliśmy się opłatkiem. Wojtek odniósł talerzyk i chciał wyjść z pokoju. Zatrzymałam go, mówiąc:
- Zostawiłam dla ciebie prezent pod choinką.
- Po co? Ja nic dla ciebie nie mam i nie oczekiwałem niczego od ciebie.
- Chciałam, żebyś miał coś ode mnie.
- Mam aż nadto rzeczy od ciebie i związanych z tobą - odpowiedział i udał się do swojego pokoju.
Po chwili również wyszłam z salonu i poszłam ubrać płaszcz i założyć buty. Zauważyła mnie Wojtka mama.
- Ola, już idziesz? - zapytała widząc mnie w przedpokoju.
- Tak. Porozmawialiśmy już.
- Poczęstuj się chociaż pierniczkiem - powiedziała podając mi talerz pełen drobnych ciasteczek. Naraz przypomniała mi się atmosfera świąteczna panująca w ich domu, gdy zawsze przed świętami pomagałam w pieczeniu pierników.
- Dziękuję - odpowiedziałam częstując się. - Wesołych świąt! - rzekłam i wyszłam z domu.
- Wesołych świąt! - odparła mama Wojtka zamykając za mną drzwi.
Gdy przyjechałyśmy do domu zapadł już zmrok. Zostawiłam w pokoju prezenty przeznaczone dla rodziny, wzięłam tylko ten, który miałam zawieść Łukaszowi i ponownie zeszłam na dół.
- Jadę do Łukasza - powiedziałam.
- Dobrze - odpowiedziała mama. - Może zaproś go i jego tatę do nas na jutro?
- Jutro jest Boże Narodzenie. Przyjadą dziadkowie, może odwiedzi nas ciocia z wujkiem. To nieodpowiedni dzień.
- Zaproś go - powtórzyła mama.
Nie chciałam traktować zaproszenia mamy na poważnie. Ryzykowna wydawała mi się świąteczna wizyta Łukasza w moim domu. Przerwałam moje rozmyślania, ubrałam buty, płaszcz, czapkę, szalik, wzięłam prezent i wyruszyłam na Wilanów.
Z pewnością Łukasz czekał na mnie niecierpliwie, bo gdy tylko nacisnęłam na dzwonek otworzył mi drzwi. Weszłam do mieszkania, zostawiłam buty w przedpokoju i poszłam do salonu. Zobaczyłam uroczą małą choinkę i świątecznie przyozdobiony pokój.
- Przepraszam, że przyjeżdżam tak w ostatniej chwili - powiedziałam. - Może mieliście zasiadać już do stołu. Miałam z mamą bardzo dużo zajęć.
- Nic nie szkodzi - odpowiedział Łukasz. - Czekałem na ciebie. Mam dla ciebie mały prezent - odwrócił się i sięgnął po pudełko przyozdobione wielką czerwoną kokardą.
- Dziękuję - pocałowałam go w policzek i mocno uścisnęłam. - Ja również mam coś dla ciebie. Mam nadzieję, że ci się spodoba - wręczyłam mu opakowanie z koszulą.
- Prezenty od ciebie zawsze mi się podobają. Dziękuję - Łukasz przytulił mnie, położył prezent na kanapie i poszedł do kuchni. Po chwili wrócił z opłatkiem. Oczy zaszkliły mi się łzami. Nie mogłam nad tym zapanować, świąteczna atmosfera przepełniała mnie tak bardzo, że nie mogłam zatrzymać swoich uczuć tylko dla siebie.
- Nie płacz - powiedział Łukasz.
- Nie płaczę - zaczęłam się śmiać, ale to tylko spotęgowało moje łzy. - Ja tylko cieszę się, że cię mam.
- Ale nie płacz, nie dzisiaj. Życzę ci radosnych świąt spędzonych z rodziną i wszystkiego co najwspanialsze w Nowym Roku. Niech spełnią się wszystkie twoje marzenia.
- Piękne życzenia. Nic już nie mogę dodać, życzę ci tego samego. Mam nadzieję, że twoja mama wróci i następne święta będziecie mogli spędzić razem.
Łukasz posmutniał na moje słowa, więc szybko przełamaliśmy się opłatkiem.
- Szkoda, że musisz już iść - powiedział opierając się o ścianę, gdy zakładałam buty.
- Może odwiedzisz nas jutro? - zaproponowałam, mimo że wcześnie się przed tym strzegłam.
- Nie chcę zostawiać ojca samego w Boże Narodzenie - wytłumaczył.
- Ale moi rodzice zapraszają cię z ojcem. Przyjdźcie - zachęciłam.
- Zastanowimy się.
- Będę czekać na wiadomość - jeszcze raz go przytuliłam i wyszłam.
Do domu dotarłam około 17:30. Pomogłam mamie w przygotowaniu stołu, zaniosłam prezenty pod choinkę i poszłam do pokoju się przebrać.
- Twój telefon dzwonił - poinformowała mnie mama, kiedy wróciłam na dół.
Pomyślałam, że Łukasz zdecydował się odwiedzić nas w Boże Narodzenie. Sięgnęłam po torebkę i wyjęłam z niej telefon. Nie myliłam się - miałam 2 nieodebrane połączenia od Łukasza. Nacisnęłam ,,połącz" i czekałam aż Łukasz odbierze. Odezwał się po dwóch sygnałach.
- Zdecydowałeś się? - zapytałam.
- Ola, to wspaniałe. To najlepszy dzień w moim życiu! - usłyszałam.
- Co się takiego stało? - zadałam pytanie.
- Moja... Moja mama wróciła!




Zawsze podobają mi się Twoje rozdziały. Fajnie, że znów zaczęłaś pisać. A co do rozdziału to super, że mama Łukasza wróciła, ale ja i tak nadal jestem za tym żeby Wojtek i Ola się zeszli *.* A co do prezentu dla Wojtka.. ah koszulka Asseco <3
OdpowiedzUsuńRozdział jest świetny. Podobnie jak Monika cieszę się, ze mama Łukasza powróciła. Tego się nie spodziewałam. Myślałam, że zgodzi się przyjść do Oli na święta :D Byłam przekonana, że będzie z Łukaszem, ale ten prezent do Wojtka taki specjalny :D Przestaję się bawić w detektywa i czekam na więcej <3 /AngelDelAmore
OdpowiedzUsuń