Otworzyłam oczy i przywitał mnie miły widok. Leżąc na prawym boku
miałam przed sobą widok na kilka bloków i kawałek parku. Określenie
"park" w przypadku skweru w okolicy mojego bloku to za dużo. Wstałam z
łóżka i otworzyłam drzwi balkonowe. Weszłam na balkon. Rozgrzane płytki
parzyły mi stopy. Nie zwracałam na to uwagi. Zamyśliłam się patrząc na
ulicę obok parku. Zaczynały się tworzyć korki. Więc... Która godzina?
Chcąc znaleźć telefon, wróciłam do pokoju. Był do tej pory w torebce.
Usłyszałam, że na dole zamknęły się drzwi. Wyjęłam telefon i popatrzyłam
na wyświetlacz: 14:46. Mama wróciła z pracy. Jak mogłam tak długo
spać?! Zbiegłam po schodach na dół.
- Hej! - zawołałam.
- No hej. Nie mów, że cię obudziłam - mama popatrzyła na mnie z widocznym zdziwieniem.
- Nie, wstałam już wcześniej.
- Jak się spało?
- Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.
- Wczoraj mówiłaś, że w Nowym Jorku było super.
- Tak? - poprzedniego dnia byłam taka zmęczona, że naprawdę niewiele
pamiętałam. Wiedziałam tylko, że jadąc z lotniska rodzice ciągle mnie o
coś wypytywali.
- Nie chciałaś nam wczoraj nic opowiedzieć. Rozumiem
cię, byłaś zmęczona. Ale liczę na to, że zaraz mi wszystko opowiesz.
Idź się przebierz i pójdziemy może na jakieś zakupy.
- A może jutro? Naprawdę nie mam siły.
- Będziesz spać cały dzień?
- Z miłą chęcią - odpowiedziałam idąc w stronę schodów.
- To przyjdź za chwilę zrobimy coś dobrego na obiad.
- No dobra.
Przez resztę dnia siedziałam w kuchni. Musiałam opowiadać mamie co
robiłam w Nowym Jorku, gdzie chodziłam, o której wstawałam i chodziłam
spać, co jadłam, itp. Wieczorem pooglądałam z tatą mecz i dosyć szybko
poszłam spać. Tym razem spałam krótko. O 10 pojechałam do centrum.
Zadzwoniłam do Julki. Obiecałam jej, że kiedy wrócę do Polski to się
spotkamy. Ucieszyła się, że już jestem i powiedziała, że przyjedzie do
Złotych Tarasów najprędzej jak może, czyli za 2 godziny. Miałam dużo
czasu, więc pochodziłam po sklepach, ale nic nie kupiłam. Przed 13-tą
poszłam w umówione miejsce, czyli do coffee heaven.
Julka ucieszyła się na mój widok bardziej niż kiedykolwiek. A z
upominku, który jej przywiozłam, była zadowolona bardziej niż się
spodziewałam.
- Naprawdę tam byłaś? I jak tam jest? Dużo ludzi było?
- zadawała chaotyczne pytania obracając w rękach miniaturkę Statuy
Wolności, którą ode mnie dostała.
- Nie było akurat tłoczno.
- A co u Wojtka?
- Wszystko dobrze.
- Pewnie ciężko wam się było rozstać.
- Tak, rzeczywiście.
- Znając ciebie to się pewnie popłakałaś.
- Opowiedz lepiej, co tutaj się działo pod moją nieobecność - nie
chciałam dłużej odpowiadać na pytania związane z Wojtkiem, bo
przychodziło mi to z trudem - sama nie wiedziałam dlaczego.
- Same nudy. Nic tylko zaproszenia na jakieś imprezy...
- I to są nudy? Lepiej niż w Nowym Jorku!
- Ta, lepiej! Zabiorę cię w czwartek do mojego nowego kolegi.
- Oo, masz nowe znajomości. Skąd jest?
- Z Bemowa.
Resztę dnia spędziłam w towarzystwie Julki. Kupiłam sobie fajną
sukienkę, a Julia bluzkę. Wieczorem poszłyśmy jeszcze do Multikina.
Każdy następny dzień wyglądał podobnie. Nie jechałam już nigdzie na
wakacje, bo rodzice postanowili wziąć urlop na początku września. Przez
cały czas byłam w kontakcie z Wojtkiem, ale zamiast wyczekiwać jego
powrotu to czekałam z niecierpliwością 20. sierpnia, czyli dnia, w
którym miał wrócić Łukasz. Prawie go nie znałam, ale coś mnie
niesamowicie do niego ciągnęło i nie mogłam tego w sobie powstrzymać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli Ci się podobało i czekasz na kolejny rozdział podziel się swoją opinią :) Dla Ciebie to przekazanie co myślisz, a dla mnie to wiadomość, że ktoś to czyta i motywacja by pisać dalszy ciąg :)