25 sierpnia 2013

... ponieważ jest to koniec tęczy

No this is not the time or the place for a broken-hearted - usłyszałam dźwięk budzika.
'Cause this is the end of the rainbow where no one can be too sad - zaczęłam nie otwierając oczu szukać ręką na szafce telefonu. Ta umiejętność jednak ciągle nie była u mnie dobrze rozwinięta. Bach - komórka wylądowała na podłodze. "Dobra, niech sobie gra, nie wstaję" - pomyślałam.
No, I don’t wanna leave but I must keep moving ahead
'cause my life belongs to the other side
Behind the great ocean’s waves...
"Cholera, tak bardzo o mnie. Muszę to wyłączyć." Podniosłam się i pochyliłam pod łóżko. Zakręciło mi się w głowie i zrobiło czarno przed oczyma. Odczekałam chwilę i sięgnęłam pod łóżko jeszcze raz.
Bye, bye Hollywood Hills, I’m gonna

miss you wherever I go...
Nareszcie dopadłam telefon i wyłączyłam piosenkę, której dzisiaj tak bardzo nie chciałam słuchać. Oczywiście, ja - jak to ja, potrafiłam wszystko dopasować do siebie. Może początek nie był o mnie, bo to nie ja miałam teraz złamane serce, ale koniec tęczy rzeczywiście nieuchronnie się zbliżał. Ale przecież na nic innego nie mogłam liczyć; w moim życiu jak w przyrodzie - po burzy związanej z rozstaniem z Wojtkiem i jego wyjazdem do Nowego Jorku, pojawiła się tęcza w postaci Łukasza, ale tęcza nigdy nie utrzymuje się długo... Następny fragment również się zgadzał. "Nie, nie chcę odchodzić, ale muszę zmierzać naprzód, ponieważ moje życie należy do drugiej strony za falami wielkiego oceanu" - ja musiałam odejść, moja słabość i głupota doprowadziły do tego, że Wojtek się o wszystkim dowiedział. Moje życie może teraz należeć tylko do tamtej strony... A fale wielkiego oceanu? Na to też znajdzie się wytłumaczenie. Wojtek był przed falą związaną z jego wyjazdem i z moim ówczesnym życiem, a Łukasz - za falą zmian w moim życiu.
- Ola, wstałaś? - usłyszałam wołanie z dołu.
- Tak, tak. Już schodzę na śniadanie - zawołałam.
Dobrze, że mama w porę wyrwała mnie z moich dołujących rozmyślań, bo rzeczywiście poczułam ten tekst tak bardzo, że omal nie utopiłam się w przedstawionym w piosence oceanie. Otworzyłam szafkę i poszukałam rzeczy, w które miałam zamiar ubrać się do szkoły. Zeszłam na dół, odwiedziłam łazienkę, po czym wróciłam do pokoju, by się ubrać.
Kiedy wróciłam powtórnie na dół śniadanie było już gotowe i rodzice siedzieli przy stole. Dołączyłam do nich, choć wcale nie miałam ochoty jeść.
- I jak tam? Masz z czegoś dzisiaj sprawdzian? - zapytała mama.
- Nie. Na razie tylko pytają - odpowiedziałam.
- A później jak zaczną robić sprawdziany to wszyscy na raz - skomentował z odrazą tata.
- Wyglądasz na niewyspaną, córeczko - podjęła znów mama.
- Długo nie mogłam zasnąć - skontrowałam.
- Dlaczego?
- Miałam wczoraj ciężki dzień - odparłam.
Na dłuższą chwilę zapadła cisza. W końcu podjęłam:
- Mamo, nie dzwoniła do ciebie Wojtka mama?
- Nie, a coś się stało?
- Nie, nic, tak tylko pytam. Muszę już iść - odpowiedziałam wstając od stołu.
Ubrałam buty, kurtkę, wzięłam plecak i wyszłam z domu. Przez całą noc martwiłam się o Wojtka. Nie miałam pojęcia, co robił, gdy zostawiłam go samego. Miałam wyrzuty sumienia, że poszłam od niego i nie poczekałam na jego rodziców. Uspokoiła mnie odpowiedź mamy. Gdyby coś złego stało się z Wojtkiem, jego mama na pewno zadzwoniłaby od razu do mojej. Albo nawet bezpośrednio do mnie.
W szkole Wojtek się nie pojawił, co przypieczętowało moje obawy. Chciałam do niego pojechać, ale wiedziałam, że nie wpuści mnie do domu.
Postanowiłam, że znów pojadę na Agrykolę. Nie odbierałam wczoraj od Łukasza, który usilnie próbował się do mnie dodzwonić do 21-szej, po której to godzinie wyłączyłam telefon. Kiedy dotarłam na Myśliwiecką zapadał już zmrok. Szłam smutna w stronę wejścia, kiedy ktoś mnie złapał i mocno do siebie przytulił.
- Gdzie ty się włóczysz, co? - szepnął mi do ucha.
- Łukasz! Jak dobrze cię widzieć - powiedziałam cienkim i zachrypniętym głosem.
- Przepraszam, że wczoraj nie miałem czasu się z tobą spotkać. Mieliśmy straszny wycisk na treningu. Wróciłem bardzo późno do domu. Dzisiaj - jak widzisz - wypuścił nas trochę szybciej. Dzwoniłem do ciebie wieczorem, dlaczego nie odbierałaś?  Coś się stało?
- Kuba ci nie przekazał? - odsunęłam się od niego i popatrzyłam mu w oczy.
- Jaki Kuba? Czego nie przekazał? - Łukasz zapytał zaskoczony.
- Twój kolega z drużyny. Myślałam, że można mu zaufać.
- Skąd go znasz?
- Przyszłam wczoraj na Agrykolę. Miałeś trening... Kuba się mną zajął, porozmawiał ze mną i obiecał, że przekaże ci, że byłam.
- Nic mi nie powiedział, dupek. Ale nieważne, co się stało, że potrzebowałaś natychmiastowej pomocy? - Łukasz zapytał zaniepokojony.
- Łukasz wszystko się rozsypało. To znaczy wszystko się wydało. Wojtek już o tobie wie.
- Jak to? Powiedziałaś mu?
- Nie... To znaczy tak. To znaczy nie chciałam... To znaczy chciałam, ale nie wiedziałam jak. Jakoś samo tak wyszło.
- Ale co wyszło, Ola?
- Możemy pojechać do mnie? - zaproponowałam. - Jest mi zimno i chyba się przeziębiłam.
- Dobrze. Chodź, złapiemy autobus - Łukasz wziął mnie za rękę i zaprowadził na przystanek.
Odpowiedni autobus przyjechał dosyć szybko.
- Bardzo ci zimno? - zapytał przytulając mnie w autobusie.
- Teraz dobrze - wtuliłam się w niego jeszcze bardziej.
Gdy dotarliśmy na moje osiedle, otworzyłam drzwi i wpuściłam Łukasza do środka. Weszliśmy po schodach i po chwili znaleźliśmy się w moim mieszkaniu. Mama była już w domu. Przedstawiłam jej Łukasza jako mojego kolegę, ale po jej wyrazie twarzy widziałam, że chce wiedzieć o nim więcej, dlatego dodałam, że później jej wszystko opowiem. Łukasz poszedł do łazienki, a ja - do kuchni, by nastawić wodę na herbatę. Poczekaliśmy aż się zagotuje i zaparzyłam herbatę. Łukasz wziął oba kubki i poszliśmy do mojego pokoju.
- Postaw na biurku - powiedziałam siadając na łóżku.
Łukasz wykonał moje polecenie i usiadł obok mnie. Objął mnie ramieniem i powiedział:
- Masz bardzo ładny pokój. Taki delikatny jak ty. Bardzo do ciebie pasuje - uśmiechnął się zawadiacko, ale jego słowa nie poprawiły mi humoru, bo miałam już łzy w oczach.
- Dzięki, ale to na nic. Takie dni jak ten są w tym pokoju i tak pochmurne.
- Już jesień, nie ma się co dziwić.
- Łukasz, ja nie mówię o pogodzie.
- Ach, no tak. Co się wczoraj stało?
- Spotkałam się z Wojtkiem - rozpłakałam się.
- I?
- I... Wojtek zaczął mówić o tobie. Ja nie zaprzeczyłam, że istnieje ktoś taki jak ty... Po chwili już nie chciał ze mną rozmawiać.
- Ale jak, czekaj, co powiedział o mnie?
- Powiedział, że mnie wczoraj z tobą widział. To znaczy przedwczoraj. Ja nie zaprzeczyłam, ale później się okazało, że to był żart...
- Nie rozumiem... Co jeszcze powiedział?
- Nic. Zostawił mnie na Saskiej. A ja pojechałam na Agrykolę. Chciałam cię zobaczyć, przytulić, powiedzieć, co się stało. Ale spotkałam Kubę, pogadałam z nim i poradził mi, abym pojechała do Wojtka.
- Rozmawiałaś z Kubą o nas? - Łukasz podniósł głos.
- Powiedział, że jest twoim kolegą - wyjaśniłam.
- Ale kolegom nie mówi się takich rzeczy!
- Przepraszam, nie wiedziałam, że się nie lubicie - odsunęłam się od niego.
- To nie ma znaczenia, czy się lubimy, czy nie! Po prostu takich rzeczy nie mówi się spotkanym po raz pierwszy osobom! - krzyczał.
- Nie krzycz na mnie, bo zaraz przyjdzie tu moja mama - upomniałam go.
- Przepraszam, nie powinienem był, nie chciałem.
Wstałam z łóżka i poszłam po herbatę.
- Przepraszam, Ola. Mów dalej. Pojechałaś do Wojtka?
- Pojechałam. Weszłam do niego do domu i zastałam w jego pokoju na biurku... - znów się rozpłakałam.
- Co zastałaś?
- Zastałam... narkotyki. A Wojtek był w ogrodzie. Poszłam do niego, ale nie chciał ze mną rozmawiać. Kazał mi wyjść, ale ja nie ustępowałam. W końcu powiedział mi, że tylko żartował mówiąc, że nas razem widział. A ja się dałam nabrać! Rozumiesz? Dałam się nabrać jak debilka! Chciałam mu wszystko na spokojnie przekazać... Wytłumaczyć... A wyszło tak okropnie! - histerycznie płakałam.
- Ola, Ola - Łukasz wstał z łóżka i podszedł do mnie, by mnie przytulić. - Nie możesz teraz siebie o to wszystko obwiniać.
- A kogo mam obwiniać? Wojtka? Bo mnie nie słuchał, niszczył siebie, zostawił mnie i nie było go prawie pięć miesięcy! I co z tego?! Ja mu coś obiecałam. Jak byłam w Nowym Jorku obiecałam mu, że będę o nas walczyć, że go nie zostawię, mówiłam, że jest dla mnie najważniejszy.
- Ale później to się zmieniło - Łukasz uśmiechnął się do mnie.
- I co z tego... Obiecałam - powiedziałam z żalem.
- Uważasz, że można obiecać komuś miłość?
- A co przysięga się na ślubie? - zapytałam ocierając łzy spływające po policzkach.
- Kochanie, ty nie wzięłaś ślubu z Wojtkiem.
- Ale nie tego dotyczyło moje pytanie. No, powiedz, po co jest przysięga ślubna, skoro uważasz, że nie można jej ufać?
- Kiedy ludzie długo się znają, bardzo się kochają i zależy im na sobie mogą sobie obiecać, że będą robić wszystko, aby ich miłość trwała. Ale nie mogą obiecać, że będzie trwała.
Nie miałam siły z nim dyskutować. Łukasz, widząc, że nie jestem przekonana do jego słów znów podjął:
- Przepraszam. Powinienem był ci pomóc. Powinienem był spotkać się z tobą z Wojtkiem, nie pozwolić na to, abyś go oszukiwała, wiadome było, że to do niczego dobrego nie prowadzi. Przepraszam - Łukasz pocałował mnie w głowę.
- Nie, nie przepraszaj mnie za to. Byłeś ze mną przez cały czas i w każdej chwili wiedziałam, że mam twoje wsparcie. Dziękuję.
- Nie płacz już. Odwiedzę z tobą Wojtka. Sprawdzimy, czy u niego wszystko w porządku.
- Nie, to nie jest dobry pomysł. Wojtek nie chce mnie widzieć, nie wiem, co zrobiłby na twój widok - odradziłam.
- Dobrze, to odwiedzisz go sama, jeśli będziesz chciała. Ja jestem przy tobie - po raz drugi pocałował mnie w skroń.
- Przez cały czas czułam, że przy mnie byłeś - odpowiedziałam.
- I będę - Łukasz trzeci raz pocałował mnie w czoło.
Usłyszeliśmy pukanie do drzwi, zostały otwarte, a za progiem zobaczyliśmy moją mamę z tacą ciastek w dłoni. Przez chwilę nic nie mówiła tylko na nas patrzyła. Łukasz mnie puścił, otarłam ręką łzy i odebrałam od mamy tacę.
- Pomyślałam, że zechcielibyście coś przekąsić - wytłumaczyła mama.
- Dzięki - powiedziałam.
- A może zjecie coś konkretnego? Ugotowałam przed chwilą twoją ulubioną zupę. Może twój kolega się poczęstuje? - zaproponowała mama patrząc na Łukasza.
- Dziękuję bardzo, ale może innym razem, jeśli Ola mnie zaprosi. Już późno, muszę wracać do domu.
- Nie idź jeszcze - szepnęłam.
- Zostawiam cię pod dobrą opieką - uśmiechnął się Łukasz. Mama odpowiedziała mu uśmiechem pełnym zaniepokojenia. - Do widzenia - dodał, po czym wyszedł z mojego pokoju. Poszłam za nim. Gdy zakładał buty łzy na powrót stanęły mi w oczach.
- Zajmij się czymś, by nie myśleć o Wojtku - pocałował mnie w policzek, wziął swój plecak i wyszedł.
Poszłam do kuchni i usiadłam na krześle. Wiedziałam, że mama zaraz zada mi milion pytań, więc kiedy usłyszałam, że idzie po schodach zapytałam: "gdzie ta zupa?", aby odwlec na jakiś czas rozmowę, której nie mogłam uniknąć.

21 sierpnia 2013

Podstępny żart

Droga na Myśliwiecką wydawała się trwać wieki. Wysiadłam na przystanku, gdy ledwie otworzyły się drzwi i pobiegłam do budynku Agrykoli. Biegłam przez cały korytarz, ale nikogo nie spotkałam. Wbiegłam w chłopaka, który wyszedł z bocznego pomieszczenia.
- Hej, hej! Spokojnie! Szukasz kogoś? - zwrócił się do mnie.
- Przepraszam! - zawołałam. - Wiesz może gdzie jest Łukasz?
- Może usiądziemy? Widzę, że jesteś bardzo zdenerwowana. Co się stało?
- Widziałeś Łukasza? - zignorowałam jego propozycję.
- Mam na imię Kuba - oznajmił mijając mnie i siadając na schodach prowadzących na piętro. - A ty jak masz na imię?
- Czy możesz mi, do cholery odpowiedzieć, gdzie jest Łukasz? - wrzasnęłam.
- Okej, okej. Widzę, że nie pogadamy. Łukasz gra teraz na boisku i nie sądzę, że będzie miał czas na rozmowę z tobą.
- Dzięki, ale myślę, że on sam o tym zadecyduje - odpowiedziałam i wyszłam z budynku bocznymi drzwiami. Znalazłam się na boisku w niewłaściwym czasie, gdyż trener akurat dawał musztrę wszystkim zawodnikom. Zniechęcona wróciłam do budynku. Kuba nadal siedział na schodach i czyścił swoje korki.
- Przepraszam - powiedziałam siadając obok niego. - Mam na imię Ola.
- Nic się nie dzieje. Każdy ma prawo się czasem wkurzyć - usprawiedliwił mnie, ale nie podniósł wzroku znad swoich butów. Był na mnie trochę obrażony.
- Tak, ale nie powinnam była tak na ciebie krzyczeć. W dodatku miałeś rację.
- Łukasz nie ma czasu? - wypowiedział weselszym tonem i spojrzał wreszcie na mnie.
- Tak, trwa trening i to nie jest najlepszy czas, abym go zawołała.
- Mówiłem ci - powiedział z wyrzutem.
- Przepraszam, nie mogę sobie po prostu poradzić z tym, co się przed chwilą stało i bardzo go potrzebuję.
- Możesz mi o tym opowiedzieć - zaproponował Kuba.
- Nie znam cię, jak mogę ci opowiadać o moich problemach?
- Czasem łatwiej jest porozmawiać z kimś nieznajomym, prędzej wysłucha i nie skomentuje.
- Mam chłopaka.
- No, wiem, przecież do niego tutaj przyszłaś.
- Ale nie mówię o Łukaszu.
- Jak to? Łukasz nie jest twoim chłopakiem? - zapytał zdziwiony.
- Jest... Ale... Nie jest... - rozpłakałam się.
- Spokojnie, powoli. Łukasz jest twoim chłopakiem, ale jest twoim niejedynym chłopakiem?
- Dokładnie tak. Zanim go poznałam miałam innego chłopaka, którego bardzo kochałam i który bardzo mnie potrzebował, ale zakochałam się w Łukaszu... I kocham ich obu.
- Aha, a co się dzisiaj stało?
- Wojtek, to znaczy mój wcześniejszy chłopak, wrócił ze Stanów z leczenia i dowiedział się o Łukaszu.
- A Łukasz wie o Wojtku? - zapytał.
- Tak, od początku.
Kuba wybuchnął śmiechem.
- I Łukaszowi to odpowiada? - dodał po chwili.
- Ale co?
- To, że jego dziewczyna ma dwóch chłopaków.
- To nie jest tak. Wojtek jest teraz dla mnie tylko przyjacielem.
- Ale on tak nie uważa.
- Co ja mam zrobić, Kuba?
- Porozmawiać z tym Wojtkiem. Wyjaśnić chłopakowi, co i jak.
- Ale on teraz nie będzie chciał ze mną rozmawiać.
- Zechce, zechce. Jedź do niego.
- Może masz rację... Ale Łukasz... - zastanawiałam się.
- Powiem Łukaszowi, że byłaś - zapewnił.
- Dziękuję! - wstałam. - Naprawdę dziękuję za rozmowę. Jadę do Wojtka - wybiegłam z budynku.

Gdy dotarłam na Mokotów słońce chyliło się już ku zachodowi. Zadzwoniłam domofonem, ale nikt się nie zgłosił. Wyjęłam z torebki pęk kluczy. Znalazłam klucz do bramki i domu Wojtka. Weszłam do środka. W przedpokoju było ciemno i ponuro.
- Wojtek! - zawołałam niepewnie. - Wojtek, jesteś tutaj?
Zajrzałam do salonu i kuchni. Udałam się w kierunku pokoju Wojtka. Ze strachem nacisnęłam na klamkę i otworzyłam drzwi. Pokój był pusty. Drzwi balkonowe znajdujące się na wprost mnie były szeroko otwarte. Okna z pokoju Wojtka były skierowane na zachód dlatego też wlewały się przez nie jesienne promienie czerwonego słońca. Weszłam do pomieszczenia. Rozejrzałam się i zauważyłam na biurku rozsypany biały proszek.
Z przerażeniem dotknęłam go, po czym wybiegłam z pokoju przez otwarte drzwi balkonowe. Liczyłam na to, że spotkam Wojtka na tarasie, jednak tam go nie było. Zeszłam po schodach do ogrodu, zatrzymałam się i wytężyłam wzrok. Zobaczyłam w oddali smukłą sylwetkę opartą o drewniany mostek nad oczkiem wodnym. Chciałam zawołać imię Wojtka, ale nie potrafiłam. Coś związało mi gardło, nie mogłam nic powiedzieć. Zaczęłam biec w jego stronę. Możliwe, że nie słyszał moich kroków, ponieważ trawa była bardzo krótka, a może po prostu nie chciał reagować na moją obecność. Weszłam na mostek. Wojtek uparcie patrzył w wodę. Był ubrany w tę samą biało-beżową koszulę w kratę i spodnie, które miał na sobie rano, tyle że teraz jego koszula była rozpięta i targał nią wiatr. Widok obojętnego Wojtka rozczulił mnie do reszty. Do tego miałam z tyłu głowy obraz tego, co zastałam w jego pokoju. Popłynęły mi po policzkach łzy, zaczęłam wszystkiego żałować. Myślałam o Łukaszu i zastanawiałam się, którego z nich - Wojtka, czy Łukasza - kocham mocniej. Wniosek był trudny do przyjęcia - gdy byłam przy Wojtku, liczył się tylko on, kiedy byłam z Łukaszem było zupełnie odwrotnie.
- Wojtek... - w końcu powiedziałam.
- Po co przyszłaś? - zapytał oschle nie przenosząc oczu znad wody.
- Chcę porozmawiać...
- Nie mamy już o czym rozmawiać. Dlaczego od razu mi nie powiedziałaś?
- Chciałam ci powiedzieć... Chciałam, ale... nie mogłam. Jak miałam ci to powiedzieć?
- Lepiej było mnie oszukiwać?
- Nie było lepiej, ale pewnie było łatwiej.
- Wiesz co? Gówno mnie to wszystko obchodzi. Nie chcę z tobą gadać, nie chcę twoich tłumaczeń. Sama się wkopałaś, jak największa idiotka. Zresztą wcale mnie to nie dziwi; zawsze taka byłaś.
- Jaka zawsze byłam? Zawsze byłam idiotką, tak? I zawsze ci to pasowało, a dopiero dziś mi to mówisz?
- Nie, Ola. Zawsze byłaś szczera, nie potrafiłaś skłamać, ani nawet ukryć prawdy, czy zmienić wersji - wyjaśnił.
- I to źle? - zapytałam zaskoczona.
- Ty nadal nie rozumiesz? - podniósł głowę i popatrzył w moje oczy.
- Czego nie rozumiem? Tego, że nazwałeś mnie idiotką przez to, że jestem szczera i nie kłamię?
- Nie rozumiesz, naprawdę? - powtórzył zadane wcześniej pytanie i powoli zszedł z mostka. Ruszyłam za nim. - Myślisz, że ja cię widziałem z tym twoim nowym chłopakiem? Myślisz, że gdybym cię z nim widział, to chciałbym się jeszcze dzisiaj z tobą spotkać? Myślisz, że chciałbym mieć z tobą jeszcze kiedykolwiek do czynienia?
- Jak to? Nie rozumiem. Nie widziałeś nas wczoraj? - zapytałam zaszokowana.
- Oczywiście, że nie - odpowiedział Wojtek siadając na ławce pod brzozą. - Żartowałem, spodziewałem się, że zaraz zaczniesz zaprzeczać, mówiąc jak zwykle, że ja jestem dla ciebie najważniejszy, że nikogo innego ważniejszego nie było i nigdy nie będzie. Nawet nie wiesz, jaki byłem zaskoczony, kiedy zaczęłaś mi wyjaśniać, że chciałaś mi powiedzieć, ale nie wiedziałaś jak.
- Nie widziałeś nas... Podpuściłeś mnie...
- Ale łatwo dałaś się podejść. To, co miało być żartem okazało się być moim koszmarem.
- Wojtek, przepraszam. Naprawdę, przepraszam. Nie ma takich słów, które mogłabym ci teraz wypowiedzieć... Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.
- Idź już. Nie chcę na ciebie patrzeć, a ostatnią rzeczą, której mogę teraz chcieć jest rozmowa z tobą - powiedział z niechęcią wstając z ławki.
- Wojtek, możesz mnie nienawidzić, możesz mnie przeklinać, możesz nie chcieć mnie widzieć, ale proszę, błagam, obiecaj mi, że będziesz brał tego, co leży u ciebie na biurku - jęczałam z płaczem.
- Nie mam obowiązku już niczego ci obiecywać. Wszystkie moje obietnice, które ci składałem są już nieaktualne. Nic nas już nie łączy, Ola. No, chyba, że przeszłość.
- Proszę, nic więcej od ciebie nie chcę, tylko słowa, że to wyrzucisz.
- Po co ci moje słowo, skoro sama nie dotrzymujesz swoich? Jaką wartość ma dla ciebie moje słowo? Bo jeśli taką jak twoje dla mnie, to jest niczym.
- Wojtek, proszę. Nie rób mi tego - krztusiłam się łzami.
- Idź już, nie chcę na ciebie patrzeć. Nie przychodź do mnie więcej. Aha, oddaj mi klucze - wyciągnął rękę w moją stronę. Nie miałam żadnych argumentów. Nie miałam teraz prawa przychodzić do jego domu, a co dopiero samodzielnie otwierać drzwi. Otworzyłam torebkę i wyjęłam klucze. Położyłam je Wojtkowi na dłoni.
- Pozwól mi jeszcze się do ciebie odezwać - powiedziałam patrząc mu głęboko w oczy. Walczył ze sobą, aby się nie rozpłakać. Nie chciał pokazać mi, jak bardzo mu na mnie zależy. Ja również nie chciał widzieć go płaczącego - nie zniosłabym tego. Wówczas moje i tak mocno rozdarte już serce, mogłoby pęknąć.
- Nie zasługujesz na to - odpowiedział, choć jego ostatnie słowa były już niewyraźne, bo mówił ze ściśniętym gardłem i łzami w oczach. - Zostaw mnie samego.
Przez chwilę nie mogłam się ruszać ani oddychać. Czułam się jakbym była sparaliżowana. Jakby ktoś odciął mi dopływ tlenu i bezczelnie patrzył jak umieram. Jeśli ja czułam się tak okropnie to jak musiał czuć się w tej chwili Wojtek?
Wzięłam głęboki oddech i udałam się w stronę tarasu. Weszłam po schodach na górę i popatrzyłam jeszcze raz na Wojtka przechadzającego się po ogrodzie. Nie mogłam długo tak stać, bo bałam się, że zemdleję. Byłam już głodna i wycieńczona płakaniem. W myślach prosiłam tylko o to, by rodziców Wojtka nie było jeszcze w domu. Przeszłam przez jego pokój, zatrzymałam się w drzwiach, by spojrzeć na substancję, która leżała na biurku. Chciałam ją wyrzucić z dala od Wojtka domu, aby nigdy jej nie znalazł. W jednej chwili nawet przemknęła mi przez głowę myśl, aby zabrać ją dla siebie. Mogłam ją wziąć na jeden raz, co pewnie okazałoby się dawką śmiertelną. Rozumiałam, że to głupie, a nic innego nie mogę zrobić, więc odpędziłam od siebie te myśli i opuściłam Wojtka pokój, a następnie dom. Szłam szybko i nie zatrzymywałam się ani na moment. Postanowiłam nie jechać autobusem tylko wrócić do domu na piechotę. W końcu od Wojtka do mnie nie było aż tak daleko. Po drodze kilka razy dzwonił do mnie Łukasz, ale nie odebrałam. Nie chciałam teraz z nikim rozmawiać. Gdy wróciłam do domu położyłam się do łóżka i owinęłam kołdrą. Chciałam spać tak długo, aż wszystkie problemy znikną, aż wszystko się ułoży. Uciec od tego daleko i długo nie wracać. Może nawet nigdy.

16 sierpnia 2013

Rozżarzona iskierka

Czas upływał bardzo szybko. Słoneczne dni zostały szybko zastąpione przez krótkie i pochmurne, coraz szybciej zapadał zmrok. Popołudnia spędzałam na sali gimnastycznej, mało spotykałam się z Łukaszem, za to dużo czasu poświęcałam Wojtkowi, który miał kłopoty w szkole, bo trudno mu było nadrobić zaległości. Łukasz ciągle się na mnie złościł za to, że nie spędzam z nim tyle czasu co z Wojtkiem. Zaczynałam już mieć wszystkiego dość. Całego tego chorego układu, w którym Wojtek nie wiedział o Łukaszu, ale Łukasz wiedział o Wojtku, jednak ta wiedza wcale nie była mu potrzebna. Wiedziałam, że wystarczy iskra, by rozniecić pożar.

Byłam z Wojtkiem na spacerze nad Wisłą. Rzadko chodziliśmy gdzieś razem, bo albo się uczyliśmy albo ja ćwiczyłam na sali. Wcześniej bardzo lubiliśmy przebywać nad Wisłą. Tym razem skorzystaliśmy z wolnej soboty i oderwaliśmy się od swoich zajęć.

- Złota polska jesień - nagle wypalił Wojtek.
- Od kiedy ty taki romantyczny jesteś? - zapytałam długo nie myśląc.
- Będąc w Nowym Jorku miałem dużo czasu do przemyśleń. Wiele zrozumiałem.
- Na przykład co? To, że w Polsce mamy piękną jesień?
- Nie, nie to. Zrozumiałem, że powinienem bardziej o ciebie dbać, bo taka dziewczyna jak ty to prawdziwy skarb. Nie darowałbym sobie, gdybym cię stracił.

I w takich właśnie chwilach miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Chciałam wtedy zrobić coś, co zerwałoby moją więź łączącą mnie z którymś z moich chłopaków. Nie wiedziałam tylko, w którą stronę pójść. Z Łukaszem łączyła mnie miłość, a z Wojtkiem przeszłość. To pierwsze wydawało się mocniejsze. Wysuwając takie wnioski stwierdzałam, że to dobry czas, by powiedzieć Wojtkowi, że nic już nie będzie tak, jak było kiedyś, ale za każdym razem brakowało mi odwagi.

Następnego dnia po naszym spacerze Wojtek znów chciał się ze mną spotkać. Jednak ten dzień już wcześniej zarezerwowałam dla Łukasza. Miałam wyrzuty sumienia, że tak go zaniedbuję. Odmówiłam Wojtkowi, tłumacząc, że mam dużo nauki na poniedziałek. Z Łukaszem udaliśmy się do Łazienek. Jak zwykle gnębiło mnie poczucie winy i odpowiedzialności za tych dwóch wspaniałych chłopaków.

W poniedziałek Wojtek nie pojawił się w szkole. Zadzwoniłam do niego na przerwie, powiedział, że nie dał rady wszystkiego się nauczyć, bo naprawdę pod jego nieobecność sporo się tego uzbierało. Umówiliśmy się po lekcjach na Saskiej Kępie.
- Hej - zawołał do mnie z daleka.
- No cześć - podeszłam do niego bliżej. - Martwiłam się. Wszystko okej?
- Okej, okej. Tylko smutno, że nie chciałaś się wczoraj spotkać taka byłaś zajęta.
- Ojej, przepraszam. Mówiłam ci, miałam dużo pracy.
- Tak, tak, jasne. Widziałem cię z nim. Nie wyglądałaś na śpieszącą się gdzieś. Przeciwnie - na bardzo zrelaksowaną.
Zaniemówiłam. I to było moje najgorsze zaniemówienie w życiu. Dopiero po upływie czasu zrozumiałam, ile ta chwila mnie kosztowała.
- Co? Nic nie powiesz? - Wojtek zapytał podejrzanym tonem.
- Widziałeś nas? - wyjąkałam. - Wojtek, przepraszam! Przepraszam, naprawdę tak bardzo cię przepraszam! - zaczęłam płakać. - Chciałam ci o tym powiedzieć, ale nie wiedziałam jak! Nie chciałam, abyś myślał, że mnie straciłeś, abyś czuł się winny, chciałam, abyś wiedział, że jestem przy tobie!
- Co? O czym ty mówisz?
- No ten chłopak, z którym mnie wczoraj widziałeś to mój... Nie, nie, to nie tak...
- Nic już nie mów, nie chcę słuchać twoich tłumaczeń - powiedział odchodząc.
Usiadłam na krawężniku i zaczęłam płakać. Nie miałam teraz nic na swoje wytłumaczenie. Powinnam była gdzieś zniknąć, odejść w jakiś szary zakątek i nikomu się nie pokazywać. Ale wiedziałam, że sama sobie z tym nie poradzę, potrzebowałam czyjegoś wsparcia.

Wstałam i pobiegłam do autobusu, który akurat zatrzymał się na przystanku. Zerknęłam na wywieszoną w nim tablicę z rozpiską przystanków, na których się zatrzymuje. Znalazłam przystanek przy Alei Armii Ludowej.
"Aleja Armii Ludowej, Aleja Armii Ludowej, Aleja Armii Ludowej..." - powtarzałam sobie w myślach.

9 sierpnia 2013

Początek komplikacji

- Ola już wstała?! - usłyszałam głos mojej mamy dobiegający z przedpokoju na dole. - Jak to jeszcze śpi?! - z trzaskiem zamknęły się drzwi. - Miałeś ją obudzić o 9-tej!
Kroki mamy oddaliły się w stronę kuchni. Dlaczego ona tak krzyczy od samego progu?! Zawsze wracając sobotniego poranka ze sklepu stara się być jak najciszej, abym mogła się wyspać. Dzisiaj najwyraźniej postanowiła uczynić odstępstwo od tego miłego rytuału. Na dodatek kazała tacie mnie obudzić. Jest naprawdę wspaniały, że tego nie zrobił. Z kieszonkowego, które mi da, kupię mu czekoladę, którą i tak zjemy wspólnie.
- Rozpakuj te zakupy - krzyczała mama. - Idę obudzić Olę.
No nie! Jest sobota rano i każdy normalny człowiek ma prawo się wyspać. Uznałam, że najlepiej będzie jeśli będę udawać, że śpię.
- Ola! - mama powiedziała wchodząc do mojego pokoju. - Ola - powtórzyła. - Olka, wstawaj! - podeszła do łóżka i ściągnęła ze mnie kołdrę.
- Co jest? - zapytałam oburzona. - Po co mnie budzisz?
- Wstawaj i ubieraj się, szybko! - odpowiedziała mama podchodząc do okna, by podnieść roletę.
- Ale po co? Nie idę dzisiaj do szkoły, po co mam wstawać tak wcześnie? - zapytałam z zamkniętymi oczami.
- Nie jedziesz po Wojtka na lotnisko? - mama zapytała ze zdziwieniem.
Słowo "Wojtek" zadziałało na mnie magicznie. Jak rażona prądem usiadłam na łóżku, otworzyłam oczy i powiedziałam z zakłopotaniem:
- Wojtek dzisiaj wraca?!
- Zapomniałaś? - zapytała mama, ale szybko zauważyła, że jej pytanie było retoryczne. - Jest wpół do dziesiątej. Samolot przylatuje na Okęcie o 10. Jak chcesz zdążyć, to za 10 minut widzę cię ubraną w przedpokoju - zakomunikowała mama.
Wyskoczyłam z łóżka i otworzyłam szafę. Wyjęłam pierwszą z poskładanych bluzek i pierwsze spodnie jakie były "pod ręką". Pobiegłam do łazienki, umyłam zęby, uczesałam się i ubrałam. Kiedy zeszłam na dół na zegarze w kuchni była 9:42.
- Chodźmy - zawołałam zakładając buty.
- Szybko się zebrałaś - mama wzięła torebkę i klucze. - Wrócimy około dwunastej - oznajmiła tacie.

Droga na lotnisko nie trwała długo. Na szczęście mieszkamy blisko i w sobotę o tej porze na ulicach Warszawy ruch jest znikomy. W terminalu byłyśmy o 10:09. Było małe zamieszanie, bo dużo osób czekało na samolot z Nowego Jorku. Po chwili zobaczyłam Wojtka mamę. Udałyśmy się w jej kierunku.
- Cześć! - zawołała moja mama, gdy się do niej zbliżałyśmy.
- Dzień dobry - powiedziałam mniej entuzjastycznie niż moja przedmówczyni.
- Cześć wam moje drogie! - zwróciła się do nas Wojtka mama. - Miło, że chciałyście przyjechać. Wojtek na pewno bardzo się ucieszy. A ty, Ola, na pewno nie możesz już się doczekać spotkania z nim.
- Tak, tak, rzeczywiście - odpowiedziałam zdawkowo, bo nie miałam ochoty kontynuować tematu.
- Wiesz, jak Ola przeżywała wyjazd z Nowego Jorku - mama Wojtka zwróciła się do mojej mamy. - Naprawdę bardzo mi było jej szkoda. To taka dobra dziewczyna. Jeszcze raz was za wszystko przepraszam. I dziękuję, że byłyście, jesteście i wierzę, że będziecie - Wojtka mama uśmiechnęła się do mnie znacząco.
Ta rozmowa nie prowadziła do niczego dobrego, dlatego, aby nie brać w niej dłużej udziału odsunęłam się parę kroków od rozmawiających kobiet. Wtem do hali przylotów zaczęli wchodzić pasażerowie. Pierwszy pojawił się mężczyzna w wieku około 25 lat, za nim kobieta około sześćdziesięcioletnia, znów młody mężczyzna, czteroosobowa rodzina z wieloma bagażami, mężczyzna z chłopakiem w wieku... WOJTEK!
- Wojtek! - zawołałam podbiegając bliżej. - Wojtek! - powtórzyłam zauważywszy, że nie reaguje.
- Ola! - Wojtek zostawił swoje bagaże i przybiegł mnie przytulić. - Ola, tak tęskniłem. Dziękuję, że tutaj jesteś.
- Jak mogłoby mnie tutaj nie być? - powiedziałam wtulając się w niego. Jednocześnie pomyślałam, że jeszcze godzinę temu leżałam w łóżku i nie byłam nawet świadoma tego, że Wojtek zaraz przyleci i, że nie pojawiając się na lotnisku bardzo go zawiodę.
- Dzięki, naprawdę dzięki - Wojtek odsunął mnie od siebie i poszedł po walizki, które pozostawione na przejściu irytowały wszystkich, którzy musieli je omijać. Ja w tym czasie przeszłam do naszych mam, przy których był już obecny Wojtka tata.
- Dzień dobry - powiedziałam do osoby, która dołączyła do kółeczka wzajemnego wsparcia mojej i Wojtka mamy, ale byli tak zajęci rozmową, że nikt tego nie zauważył. Wojtek wrócił ze swoimi walizkami. Dopadła go jego i moja mama, więc oczywiście powitaniom nie było końca.
- Możemy już iść? - zapytał w końcu Wojtek. - Wszyscy, którzy przylecieli tym samolotem co my, już dawno opuścili terminal.
- Tak, tak, chodźmy. Na pewno jesteś głodny, synku. Ola - Wojtka mama zwróciła się do mnie - zapraszam do nas.
- Ale ja... Ja właściwie... Nie wiem, czy... Państwo na pewno chcą odpocząć. Nie będę przeszkadzać.
- Dobrze powiedziałaś - nie będziesz przeszkadzać. Chodźcie, idziemy.
Wcale nie miałam ochoty jechać do Wojtka. Na dodatek byłam umówiona na popołudnie z Łukaszem. Zaproszenie do Wojtka miała również moja mama, która nie zamierzała go odrzucić.
- Jedź z nami - zawołała do mnie na parkingu Wojtka mama, kiedy wsiadałam do swojego samochodu.
- Ale... Państwo mają dużo bagaży - odpowiedziałam i usiadłam na siedzeniu.
- Agnieszka, weźmiesz te walizki do swojego samochodu, a my weźmiemy Olę? - zapytała Wojtka mama moją mamę.
"I po co to wszystko?" - pomyślałam. Byłam tym mocno poirytowana. Mało, że nie chciałam tam jechać, to jeszcze musiałam brać udział w tym całym przedstawieniu.
- Jasne, to dobry pomysł - stwierdziła moja mama.
Wojtka tata przyniósł walizki do mojego samochodu, a ja zajęła miejsce obok Wojtka w jego samochodzie. Wyjęłam telefon i napisałam SMS-a do Łukasza:

Sorry, nie możemy się dzisiaj spotkać, jadę po Wojtka na lotnisko całuję papapa :*

To, co napisałam mijało się trochę z prawdą, ale nie mogłam mu napisać, że nie spotkam się z nim, bo chcę ten dzień spędzić z Wojtkiem.
Zauważyłam, że Wojtek zagląda mi przez ramię. Moja irytacja sięgnęła granic możliwości.
- Dlaczego patrzysz do kogo piszę? - krzyknęłam do Wojtka, który natychmiast się odsunął.
- Przepraszam, nigdy ci to nie przeszkadzało - powiedział przepraszającym tonem.
- Ale teraz mi przeszkadza.
- Nie wiedziałem.
- To teraz już wiesz. Wiele się zmieniło, Wojtek.
- Wiem, ale chcę to wszystko odbudować.
- To nie będzie takie proste, jak ci się może wydawać.
- Nie wydaje mi się to proste, ale dołożę wszelkich starań, by było jak dawniej.
Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale zreflektowałam się zważywszy na fakt, że przed nami siedzą rodzice Wojtka.
Przyjechaliśmy do jego domu. Moja mama już była na miejscu. Wojtka mama zaprosiła nas do środka. Po umyciu rąk udaliśmy się do salonu. Ja i Wojtek przygotowaliśmy talerzyki na ciasto, które podała Wojtka mama. Wszyscy wypiliśmy też po filiżance kawy.
- Idziemy do mojego pokoju? - zapytał Wojtek.
- Okej, chodźmy - wstałam od stołu.
- Ola, ja pojadę niedługo do domu - mama przerwała swoją rozmowę. - Wrócisz sama?
- Oczywiście - odpowiedziałam przez zęby.
- Zostań jeszcze! - zachęciła Wojtka mama.
W Wojtka pokoju wszystko wyglądało tak, jakby czas się zatrzymał kilka miesięcy temu. Przez okno i drzwi balkonowe padała duża struga światła. Wojtka piłka do siatkówki leżała na łóżku, biurko było posprzątane, a meble pozbawione kurzu. Jego mama musiała regularnie odświeżać pokój pod jego nieobecność. Wydawało mi się, że nie byłam tutaj przez wieki. Nie minęło przecież aż tyle czasu od dnia, w którym Wojtek pakował walizki na wyjazd do Stanów Zjednoczonych.
Wojtek przeszedł przez pokój i otworzył drzwi balkonowe. Z jego pokoju było wejście do ogrodu, który był naprawdę przeuroczy. W zimie, gdy drzewa nie miały liści, było widać molo na jego prywatnym jeziorze. A raczej "jeziorku", które - mimo swych niewielkich rozmiarów - cieszyło oko.
- Dawno nie grałem - powiedział Wojtek w zamyśleniu siadając na łóżku i biorąc do ręki swoją "Mikasę".
- Od poniedziałku możesz wznowić treningi - odparłam równie zamyślona.
- Nie wiem, czy jeszcze będą mnie tam chcieli.
- Co ty mówisz? Jasne, że będą chcieli. Nie mają lepszego atakującego i na pewno było im trudno bez ciebie.
- A tobie? - zapytał przewrotnie. - Tobie też było beze mnie trudno?
- Wiesz przecież - odwróciłam wzrok i podeszłam do okna. - Bardzo tęskniłam.
Wojtek wstał i stanął za mną.
- Dziękuję ci, że czekałaś. Obiecuję, że teraz już będzie dobrze. Przysięgam.

W przedpokoju rozległ się dźwięk mojego telefonu.
- Przepraszam - powiedziałam do Wojtka i wyszłam z jego pokoju. Znalazłam telefon w swojej torebce, jednak przestał już dzwonić. Zerknęłam na wyświetlacz.
   

Łukasz

6 nieodebranych połączeń

 

 Zanim zdążyłam nacisnąć "połącz" dźwięk telefonu rozległ się ponownie.
- Co nie odbierasz? - usłyszałam po naciśnięciu "zielonej słuchawki".
- Przecież odebrałam - powiedziałam zażenowana.
- Za sto pierwszym razem.
- Nie za sto pierwszym, tylko za siódmym.
- Nieważne. Spotkamy się jutro?
- Po południu? Może o siedemnastej?
- Przyjadę po ciebie.
- Nie jesteś na mnie zły?
- Za co?
- Za to, że nie mogę się dziś z tobą spotkać.
- Nie jestem, wiedziałem, że tak będzie. Teraz musimy się tobą dzielić. Sama tak zdecydowałaś. Ale zatwierdzam podział po równo. Dlatego jutrzejszy dzień spędzasz ze mną.
- Dziękuję, Łukasz.
- Na razie nie masz za co dziękować. Nie wiem, jak długo to wytrzymam.
- Tym bardziej dziękuję, że chcesz.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.
- Do zobaczenia jutro.
- Pa.

Zakończyłam rozmowę i usiadłam na komodzie. Podziwiałam Łukasza. Sama nie wiedziałam, jak długo to wytrzymam. Pocieszenia nie było, bo miało być tylko gorzej.

6 sierpnia 2013

Zlekceważone ostrzeżenie

Moje prośby na nic się zdały. Kiedy spotkałam się z Łukaszem następnego dnia, pierwszym zdaniem, które mi powiedział było: "Rozstałem się z Pauliną." Ktoś mógłby pomyśleć, że byłam z tego bardzo zadowolona i miałam wręcz ochotę skakać do nieba. Może inna dziewczyna na moim miejscu tak właśnie by się zachowała. Ja jednak miałam duże wątpliwości, przede wszystkim dlatego, że czułam na sobie presję. "No to teraz moja kolej, ja muszę zerwać z Wojtkiem." Z drugiej strony - nie mogłam. Obiecałam mu coś i tej obietnicy dotrzymam.

Mijały kolejne dni. Z Łukaszem spotykaliśmy się codziennie. Wszystko inne było po staremu. Chodziłam do szkoły i odrabiałam lekcje. Nie lubiłam chemii, fizyki i biologii, a przerwy spędzałam z Julką. Wieczorami przebywałam na sali gimnastycznej. Igrzyska olimpijskie zbliżały się już wielkimi krokami. 10 miesięcy to bardzo mało czasu na przygotowanie, a ja nie miałam jeszcze ułożonej choreografii. Mój trener uważał, że powinnam teraz angażować się w różne mistrzostwa, żeby przyzwyczaić się do dużej publiczności i presji. Według mnie powinnam była skupić się wyłącznie na choreografii.

W poniedziałek wieczorem, kiedy rozwiązywałam zadanie z matematyki, rozległ się dzwonek mojego telefonu. Szybko sięgnęłam po komórkę leżącą na łóżku. Spojrzałam na ekran. Wyświetlał się numer, którego nie miałam zapisanego w kontaktach.
- Proszę - powiedziałam po naciśnięciu zielonej słuchawki.
- Cześć - usłyszałam. - Mówi Paulina - była dziewczyna Łukasza. Przepraszam, że dzwonię, ale chciałabym się z tobą spotkać.
- W jakim celu? - zapytałam. - Nie znamy się wobec tego nie mamy o czym ze sobą rozmawiać.
- Chcę ci o czymś powiedzieć. Proszę, zgódź się.
- Dlaczego miałabym to robić? Łukasz z tobą zerwał, a ja nie mam zamiaru o tym rozmawiać.
- Nie chcę rozmawiać o moim rozstaniu z Łukaszem. Proszę, spotkajmy się - namawiała Paulina.
- Dobra, niech ci będzie. Jutro o 15.30 w KFC obok kina "Femina".
- Okej, będę czekać - potwierdziła Paulina.
- Jak cię rozpoznam? - zapytałam.
- Ja cię rozpoznam. Widziałam twoje zdjęcie.
- Aha.
- Do zobaczenia - zakończyła rozmowę Paulina.

Odłożyłam telefon i przez resztę wieczoru nie mogłam dokończyć zadania z matematyki. Po co ja się z nią umówiłam? Oczywiste, że będzie chciała rozmawiać o Łukaszu. To, że się z nią rozstał było jego własną decyzją, do niczego go nie namawiałam.

Następnego dnia poszłam oczywiście bez tego zadania, bo moje myśli nie pozwoliły mi go zrobić. O 14:20 skończyłam lekcje, poszłam na przystanek i wybrałam autobus, którym dotrę najbliżej celu. Niestety, była potrzebna przesiadka, dlatego na skrzyżowaniu Alei Jana Pawła II z Aleją Solidarności byłam po 15:30.
Weszłam do KFC, w którym tłok był większy niż zwykle, ale trudno się dziwić - nigdy nie przychodziłam tu o takiej porze.
- Ola? - powiedział ktoś za mną.
- Tak - odpowiedziałam odwracając się.
- Paulina - powiedziała dziewczyna rozmawiająca ze mną podając mi rękę. - Zajęłam tamten stolik - wskazała miejsce po prawej stronie obok okna.
- Okej, usiądźmy - stwierdziłam idąc w stronę wskazanego stolika.
- Może coś zamówimy? - zaproponowała Paulina.
- Nie mam wiele czasu - zakomunikowałam oschle. - Chcesz mi coś powiedzieć, więc słucham.
- Aha, nie chcesz wprowadzać dobrej atmosfery. W porządku.
- Po prostu nie odczuwam takiej potrzeby. Niepotrzebnie się zgodziłam na to spotkanie, ale jeśli już się spotykamy, to chcę usłyszeć to, co masz mi do powiedzenia i jechać do domu, bo jestem zmęczona, a chcę odpocząć przed zajęciami, które mam wieczorem.
- Jasne, rozumiem. Trochę trudno mi zacząć ten temat, ale powiem to, co uważam. Nie znam cię, ale myślę, że jesteś dobrą dziewczyną. Łukasz zakochuje się w dobrych dziewczynach - zrobiła krótką przerwę w swojej wypowiedzi, która ewidentnie miała służyć podkreśleniu jej wypowiedzi. Niepotrzebnie, bo zrozumiałabym bez tego. - Dobra i widzę, że ładna, ale to też słabostka Łukasza. Sorry, to trochę tak, jakbym siebie chwaliła. Ale mam poczucie własnej wartości, lecz także zauważam innych, więc wiem, że jest tak, jak mówię.
To co mówiła skłoniło mnie do przyglądnięcia się jej. Na chwilę się wyłączyłam i zbadałam ją wzrokiem. Mówiła prawdę - była ładna. Inną sprawą jest mój wygląd i porównywanie mnie do niej, ale rzeczywiście - co by nie powiedzieć Łukasz wykazał się dobrym gustem chodząc z taką dziewczyną. Zauważając ten fakt, poczułam się lepiej, niż na początku naszej rozmowy, bo Paulina wydawała mi się ładniejsza ode mnie, a Łukasz wybrał mnie. Czyli może to ja byłam ładniejsza? Odpowiedziałam sobie na to pytanie w inny sposób - uznałam, że Łukasz naprawdę mnie kocha, bo nie wyglądam lepiej od Pauliny, a zostawił ją dla mnie.
Paulina była wysoka i bardzo zgrabna. Najbardziej spodobało mi się w niej jej wcięcie w talii. Miała długie, czarne włosy i grzywkę opadającą na lewą skroń. Jej kolor skóry można by było porównać do upieczonej szarlotki. Może takie porównanie nie było zbyt epickie, ale trafne. Jej oczy były brązowe, rysy twarzy wręcz idealne, a usta bladoróżowe. I to właśnie spoglądając na jej usta, zauważyłam, że przez cały czas coś mówi, a ja jej wcale nie słucham.
- Dlatego chcę ci powiedzieć, że życzę wam powodzenia, ponieważ nas już nic przez ostatni czas nie łączyło. Na wakacjach spotkaliśmy się kilka razy, ale te spotkania nie były już takie jak kiedyś. Wierz mi, nie było mi szkoda rozstać się z Łukaszem. Może gdyby ktoś mógł mi zagwarantować, że będzie między nami tak, jak kiedyś, to może chciałabym nadal z nim być. Ale wiem, że tak już nie będzie. On teraz ma ciebie. Zresztą ja też już kogoś mam. Chciałam się z tobą spotkać, żeby ci powiedzieć, że Łukasz nie jest taki wspaniały jak wydaje się na początku. On jest dobrym chłopakiem, ale czasami nie radzi sobie z własnymi problemami. Wówczas chce, aby wszyscy poświęcali mu całą swoją uwagę. Jeśli tak nie jest, ucieka do innych zajęć, przestaje grać w piłkę, zaczyna spotykać się z nieodpowiednimi ludźmi. Chcę cię przed tym wszystkim ostrzec.
- Ty chcesz mnie ostrzec? I myślisz, że ja uwierzę w to, że ci na nim już nie zależy i, że robisz to dla mojego dobra?
- Nie myślę, że mi uwierzysz, ale liczę na to, że się zastanowisz nad tym, co ci powiedziałam.
- Wielkie dzięki za te rady, ale nie zamierzam z nich skorzystać. Krótko mówiąc - chcesz, żebym nie była z Łukaszem, tak?
- Nie. Ja tylko sugeruję, że tak będzie dla ciebie lepiej.
- Wybacz, ale myślałam, że masz mi coś ważnego do powiedzenia. Muszę już iść. A szczerze mówiąc to chcę już iść - wstałam i sięgnęłam po plecak. - Skąd masz mój numer i skąd wiedziałaś jak wyglądam? - zapytałam znów siadając na krześle.
- Jak spotkałam się z Łukaszem podczas wakacji, wiedziałam, że niedługo się rozstaniemy. Nie chciałam zrobić tego kroku pierwsza, bo czułabym się wówczas winna. Zauważyłam, że Łukasz przez cały czas ma przy sobie telefon. Byliśmy wtedy w Parku Praskim, siedzieliśmy na ławce, Łukasz odłożył telefon do swojego plecaka i zaproponował, że kupi nam lody. Nie było go może pół minuty. Wyjęłam jego telefon i sprawdziłam z kim rozmawia. Pomyślałam, że może będę chciała się kiedyś z tobą spotkać. Zapisałam sobie twój numer i jednocześnie zobaczyłam twoje zdjęcie, bo ma je dodane do kontaktu.
- Dobra - ponownie wstałam. - Dzięki za spotkanie. Cześć.

Przez całą drogę do domu zastanawiałam się, po co ja się w ogóle z nią spotkałam. Wiadome było, że jej celem jest odzyskanie Łukasza, ale nie spodziewałam się, że użyje do tego takich środków. Postanowiłam nie mówić o niczym Łukaszowi. Na pewno zdenerwowałby się na Paulinę i chciałby się z nią spotkać, a było to zupełnie niepotrzebne.

Przekonana, że Paulina powiedziała to wszystko tylko po to, by odzyskać Łukasza, w natłoku obowiązków i problemów, zapomniałam o tym spotkaniu bardzo szybko.

Miałam sobie o nim przypomnieć dopiero kilka miesięcy później.