9 sierpnia 2013

Początek komplikacji

- Ola już wstała?! - usłyszałam głos mojej mamy dobiegający z przedpokoju na dole. - Jak to jeszcze śpi?! - z trzaskiem zamknęły się drzwi. - Miałeś ją obudzić o 9-tej!
Kroki mamy oddaliły się w stronę kuchni. Dlaczego ona tak krzyczy od samego progu?! Zawsze wracając sobotniego poranka ze sklepu stara się być jak najciszej, abym mogła się wyspać. Dzisiaj najwyraźniej postanowiła uczynić odstępstwo od tego miłego rytuału. Na dodatek kazała tacie mnie obudzić. Jest naprawdę wspaniały, że tego nie zrobił. Z kieszonkowego, które mi da, kupię mu czekoladę, którą i tak zjemy wspólnie.
- Rozpakuj te zakupy - krzyczała mama. - Idę obudzić Olę.
No nie! Jest sobota rano i każdy normalny człowiek ma prawo się wyspać. Uznałam, że najlepiej będzie jeśli będę udawać, że śpię.
- Ola! - mama powiedziała wchodząc do mojego pokoju. - Ola - powtórzyła. - Olka, wstawaj! - podeszła do łóżka i ściągnęła ze mnie kołdrę.
- Co jest? - zapytałam oburzona. - Po co mnie budzisz?
- Wstawaj i ubieraj się, szybko! - odpowiedziała mama podchodząc do okna, by podnieść roletę.
- Ale po co? Nie idę dzisiaj do szkoły, po co mam wstawać tak wcześnie? - zapytałam z zamkniętymi oczami.
- Nie jedziesz po Wojtka na lotnisko? - mama zapytała ze zdziwieniem.
Słowo "Wojtek" zadziałało na mnie magicznie. Jak rażona prądem usiadłam na łóżku, otworzyłam oczy i powiedziałam z zakłopotaniem:
- Wojtek dzisiaj wraca?!
- Zapomniałaś? - zapytała mama, ale szybko zauważyła, że jej pytanie było retoryczne. - Jest wpół do dziesiątej. Samolot przylatuje na Okęcie o 10. Jak chcesz zdążyć, to za 10 minut widzę cię ubraną w przedpokoju - zakomunikowała mama.
Wyskoczyłam z łóżka i otworzyłam szafę. Wyjęłam pierwszą z poskładanych bluzek i pierwsze spodnie jakie były "pod ręką". Pobiegłam do łazienki, umyłam zęby, uczesałam się i ubrałam. Kiedy zeszłam na dół na zegarze w kuchni była 9:42.
- Chodźmy - zawołałam zakładając buty.
- Szybko się zebrałaś - mama wzięła torebkę i klucze. - Wrócimy około dwunastej - oznajmiła tacie.

Droga na lotnisko nie trwała długo. Na szczęście mieszkamy blisko i w sobotę o tej porze na ulicach Warszawy ruch jest znikomy. W terminalu byłyśmy o 10:09. Było małe zamieszanie, bo dużo osób czekało na samolot z Nowego Jorku. Po chwili zobaczyłam Wojtka mamę. Udałyśmy się w jej kierunku.
- Cześć! - zawołała moja mama, gdy się do niej zbliżałyśmy.
- Dzień dobry - powiedziałam mniej entuzjastycznie niż moja przedmówczyni.
- Cześć wam moje drogie! - zwróciła się do nas Wojtka mama. - Miło, że chciałyście przyjechać. Wojtek na pewno bardzo się ucieszy. A ty, Ola, na pewno nie możesz już się doczekać spotkania z nim.
- Tak, tak, rzeczywiście - odpowiedziałam zdawkowo, bo nie miałam ochoty kontynuować tematu.
- Wiesz, jak Ola przeżywała wyjazd z Nowego Jorku - mama Wojtka zwróciła się do mojej mamy. - Naprawdę bardzo mi było jej szkoda. To taka dobra dziewczyna. Jeszcze raz was za wszystko przepraszam. I dziękuję, że byłyście, jesteście i wierzę, że będziecie - Wojtka mama uśmiechnęła się do mnie znacząco.
Ta rozmowa nie prowadziła do niczego dobrego, dlatego, aby nie brać w niej dłużej udziału odsunęłam się parę kroków od rozmawiających kobiet. Wtem do hali przylotów zaczęli wchodzić pasażerowie. Pierwszy pojawił się mężczyzna w wieku około 25 lat, za nim kobieta około sześćdziesięcioletnia, znów młody mężczyzna, czteroosobowa rodzina z wieloma bagażami, mężczyzna z chłopakiem w wieku... WOJTEK!
- Wojtek! - zawołałam podbiegając bliżej. - Wojtek! - powtórzyłam zauważywszy, że nie reaguje.
- Ola! - Wojtek zostawił swoje bagaże i przybiegł mnie przytulić. - Ola, tak tęskniłem. Dziękuję, że tutaj jesteś.
- Jak mogłoby mnie tutaj nie być? - powiedziałam wtulając się w niego. Jednocześnie pomyślałam, że jeszcze godzinę temu leżałam w łóżku i nie byłam nawet świadoma tego, że Wojtek zaraz przyleci i, że nie pojawiając się na lotnisku bardzo go zawiodę.
- Dzięki, naprawdę dzięki - Wojtek odsunął mnie od siebie i poszedł po walizki, które pozostawione na przejściu irytowały wszystkich, którzy musieli je omijać. Ja w tym czasie przeszłam do naszych mam, przy których był już obecny Wojtka tata.
- Dzień dobry - powiedziałam do osoby, która dołączyła do kółeczka wzajemnego wsparcia mojej i Wojtka mamy, ale byli tak zajęci rozmową, że nikt tego nie zauważył. Wojtek wrócił ze swoimi walizkami. Dopadła go jego i moja mama, więc oczywiście powitaniom nie było końca.
- Możemy już iść? - zapytał w końcu Wojtek. - Wszyscy, którzy przylecieli tym samolotem co my, już dawno opuścili terminal.
- Tak, tak, chodźmy. Na pewno jesteś głodny, synku. Ola - Wojtka mama zwróciła się do mnie - zapraszam do nas.
- Ale ja... Ja właściwie... Nie wiem, czy... Państwo na pewno chcą odpocząć. Nie będę przeszkadzać.
- Dobrze powiedziałaś - nie będziesz przeszkadzać. Chodźcie, idziemy.
Wcale nie miałam ochoty jechać do Wojtka. Na dodatek byłam umówiona na popołudnie z Łukaszem. Zaproszenie do Wojtka miała również moja mama, która nie zamierzała go odrzucić.
- Jedź z nami - zawołała do mnie na parkingu Wojtka mama, kiedy wsiadałam do swojego samochodu.
- Ale... Państwo mają dużo bagaży - odpowiedziałam i usiadłam na siedzeniu.
- Agnieszka, weźmiesz te walizki do swojego samochodu, a my weźmiemy Olę? - zapytała Wojtka mama moją mamę.
"I po co to wszystko?" - pomyślałam. Byłam tym mocno poirytowana. Mało, że nie chciałam tam jechać, to jeszcze musiałam brać udział w tym całym przedstawieniu.
- Jasne, to dobry pomysł - stwierdziła moja mama.
Wojtka tata przyniósł walizki do mojego samochodu, a ja zajęła miejsce obok Wojtka w jego samochodzie. Wyjęłam telefon i napisałam SMS-a do Łukasza:

Sorry, nie możemy się dzisiaj spotkać, jadę po Wojtka na lotnisko całuję papapa :*

To, co napisałam mijało się trochę z prawdą, ale nie mogłam mu napisać, że nie spotkam się z nim, bo chcę ten dzień spędzić z Wojtkiem.
Zauważyłam, że Wojtek zagląda mi przez ramię. Moja irytacja sięgnęła granic możliwości.
- Dlaczego patrzysz do kogo piszę? - krzyknęłam do Wojtka, który natychmiast się odsunął.
- Przepraszam, nigdy ci to nie przeszkadzało - powiedział przepraszającym tonem.
- Ale teraz mi przeszkadza.
- Nie wiedziałem.
- To teraz już wiesz. Wiele się zmieniło, Wojtek.
- Wiem, ale chcę to wszystko odbudować.
- To nie będzie takie proste, jak ci się może wydawać.
- Nie wydaje mi się to proste, ale dołożę wszelkich starań, by było jak dawniej.
Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale zreflektowałam się zważywszy na fakt, że przed nami siedzą rodzice Wojtka.
Przyjechaliśmy do jego domu. Moja mama już była na miejscu. Wojtka mama zaprosiła nas do środka. Po umyciu rąk udaliśmy się do salonu. Ja i Wojtek przygotowaliśmy talerzyki na ciasto, które podała Wojtka mama. Wszyscy wypiliśmy też po filiżance kawy.
- Idziemy do mojego pokoju? - zapytał Wojtek.
- Okej, chodźmy - wstałam od stołu.
- Ola, ja pojadę niedługo do domu - mama przerwała swoją rozmowę. - Wrócisz sama?
- Oczywiście - odpowiedziałam przez zęby.
- Zostań jeszcze! - zachęciła Wojtka mama.
W Wojtka pokoju wszystko wyglądało tak, jakby czas się zatrzymał kilka miesięcy temu. Przez okno i drzwi balkonowe padała duża struga światła. Wojtka piłka do siatkówki leżała na łóżku, biurko było posprzątane, a meble pozbawione kurzu. Jego mama musiała regularnie odświeżać pokój pod jego nieobecność. Wydawało mi się, że nie byłam tutaj przez wieki. Nie minęło przecież aż tyle czasu od dnia, w którym Wojtek pakował walizki na wyjazd do Stanów Zjednoczonych.
Wojtek przeszedł przez pokój i otworzył drzwi balkonowe. Z jego pokoju było wejście do ogrodu, który był naprawdę przeuroczy. W zimie, gdy drzewa nie miały liści, było widać molo na jego prywatnym jeziorze. A raczej "jeziorku", które - mimo swych niewielkich rozmiarów - cieszyło oko.
- Dawno nie grałem - powiedział Wojtek w zamyśleniu siadając na łóżku i biorąc do ręki swoją "Mikasę".
- Od poniedziałku możesz wznowić treningi - odparłam równie zamyślona.
- Nie wiem, czy jeszcze będą mnie tam chcieli.
- Co ty mówisz? Jasne, że będą chcieli. Nie mają lepszego atakującego i na pewno było im trudno bez ciebie.
- A tobie? - zapytał przewrotnie. - Tobie też było beze mnie trudno?
- Wiesz przecież - odwróciłam wzrok i podeszłam do okna. - Bardzo tęskniłam.
Wojtek wstał i stanął za mną.
- Dziękuję ci, że czekałaś. Obiecuję, że teraz już będzie dobrze. Przysięgam.

W przedpokoju rozległ się dźwięk mojego telefonu.
- Przepraszam - powiedziałam do Wojtka i wyszłam z jego pokoju. Znalazłam telefon w swojej torebce, jednak przestał już dzwonić. Zerknęłam na wyświetlacz.
   

Łukasz

6 nieodebranych połączeń

 

 Zanim zdążyłam nacisnąć "połącz" dźwięk telefonu rozległ się ponownie.
- Co nie odbierasz? - usłyszałam po naciśnięciu "zielonej słuchawki".
- Przecież odebrałam - powiedziałam zażenowana.
- Za sto pierwszym razem.
- Nie za sto pierwszym, tylko za siódmym.
- Nieważne. Spotkamy się jutro?
- Po południu? Może o siedemnastej?
- Przyjadę po ciebie.
- Nie jesteś na mnie zły?
- Za co?
- Za to, że nie mogę się dziś z tobą spotkać.
- Nie jestem, wiedziałem, że tak będzie. Teraz musimy się tobą dzielić. Sama tak zdecydowałaś. Ale zatwierdzam podział po równo. Dlatego jutrzejszy dzień spędzasz ze mną.
- Dziękuję, Łukasz.
- Na razie nie masz za co dziękować. Nie wiem, jak długo to wytrzymam.
- Tym bardziej dziękuję, że chcesz.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.
- Do zobaczenia jutro.
- Pa.

Zakończyłam rozmowę i usiadłam na komodzie. Podziwiałam Łukasza. Sama nie wiedziałam, jak długo to wytrzymam. Pocieszenia nie było, bo miało być tylko gorzej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli Ci się podobało i czekasz na kolejny rozdział podziel się swoją opinią :) Dla Ciebie to przekazanie co myślisz, a dla mnie to wiadomość, że ktoś to czyta i motywacja by pisać dalszy ciąg :)