- Hej, hej! Spokojnie! Szukasz kogoś? - zwrócił się do mnie.
- Przepraszam! - zawołałam. - Wiesz może gdzie jest Łukasz?
- Może usiądziemy? Widzę, że jesteś bardzo zdenerwowana. Co się stało?
- Widziałeś Łukasza? - zignorowałam jego propozycję.
- Mam na imię Kuba - oznajmił mijając mnie i siadając na schodach prowadzących na piętro. - A ty jak masz na imię?
- Czy możesz mi, do cholery odpowiedzieć, gdzie jest Łukasz? - wrzasnęłam.
- Okej, okej. Widzę, że nie pogadamy. Łukasz gra teraz na boisku i nie sądzę, że będzie miał czas na rozmowę z tobą.
- Dzięki, ale myślę, że on sam o tym zadecyduje - odpowiedziałam i wyszłam z budynku bocznymi drzwiami. Znalazłam się na boisku w niewłaściwym czasie, gdyż trener akurat dawał musztrę wszystkim zawodnikom. Zniechęcona wróciłam do budynku. Kuba nadal siedział na schodach i czyścił swoje korki.
- Przepraszam - powiedziałam siadając obok niego. - Mam na imię Ola.
- Nic się nie dzieje. Każdy ma prawo się czasem wkurzyć - usprawiedliwił mnie, ale nie podniósł wzroku znad swoich butów. Był na mnie trochę obrażony.
- Tak, ale nie powinnam była tak na ciebie krzyczeć. W dodatku miałeś rację.
- Łukasz nie ma czasu? - wypowiedział weselszym tonem i spojrzał wreszcie na mnie.
- Tak, trwa trening i to nie jest najlepszy czas, abym go zawołała.
- Mówiłem ci - powiedział z wyrzutem.
- Przepraszam, nie mogę sobie po prostu poradzić z tym, co się przed chwilą stało i bardzo go potrzebuję.
- Możesz mi o tym opowiedzieć - zaproponował Kuba.
- Nie znam cię, jak mogę ci opowiadać o moich problemach?
- Czasem łatwiej jest porozmawiać z kimś nieznajomym, prędzej wysłucha i nie skomentuje.
- Mam chłopaka.
- No, wiem, przecież do niego tutaj przyszłaś.
- Ale nie mówię o Łukaszu.
- Jak to? Łukasz nie jest twoim chłopakiem? - zapytał zdziwiony.
- Jest... Ale... Nie jest... - rozpłakałam się.
- Spokojnie, powoli. Łukasz jest twoim chłopakiem, ale jest twoim niejedynym chłopakiem?
- Dokładnie tak. Zanim go poznałam miałam innego chłopaka, którego bardzo kochałam i który bardzo mnie potrzebował, ale zakochałam się w Łukaszu... I kocham ich obu.
- Aha, a co się dzisiaj stało?
- Wojtek, to znaczy mój wcześniejszy chłopak, wrócił ze Stanów z leczenia i dowiedział się o Łukaszu.
- A Łukasz wie o Wojtku? - zapytał.
- Tak, od początku.
Kuba wybuchnął śmiechem.
- I Łukaszowi to odpowiada? - dodał po chwili.
- Ale co?
- To, że jego dziewczyna ma dwóch chłopaków.
- To nie jest tak. Wojtek jest teraz dla mnie tylko przyjacielem.
- Ale on tak nie uważa.
- Co ja mam zrobić, Kuba?
- Porozmawiać z tym Wojtkiem. Wyjaśnić chłopakowi, co i jak.
- Ale on teraz nie będzie chciał ze mną rozmawiać.
- Zechce, zechce. Jedź do niego.
- Może masz rację... Ale Łukasz... - zastanawiałam się.
- Powiem Łukaszowi, że byłaś - zapewnił.
- Dziękuję! - wstałam. - Naprawdę dziękuję za rozmowę. Jadę do Wojtka - wybiegłam z budynku.
Gdy dotarłam na Mokotów słońce chyliło się już ku zachodowi. Zadzwoniłam domofonem, ale nikt się nie zgłosił. Wyjęłam z torebki pęk kluczy. Znalazłam klucz do bramki i domu Wojtka. Weszłam do środka. W przedpokoju było ciemno i ponuro.
- Wojtek! - zawołałam niepewnie. - Wojtek, jesteś tutaj?
Zajrzałam do salonu i kuchni. Udałam się w kierunku pokoju Wojtka. Ze strachem nacisnęłam na klamkę i otworzyłam drzwi. Pokój był pusty. Drzwi balkonowe znajdujące się na wprost mnie były szeroko otwarte. Okna z pokoju Wojtka były skierowane na zachód dlatego też wlewały się przez nie jesienne promienie czerwonego słońca. Weszłam do pomieszczenia. Rozejrzałam się i zauważyłam na biurku rozsypany biały proszek.
Z przerażeniem dotknęłam go, po czym wybiegłam z pokoju przez otwarte drzwi balkonowe. Liczyłam na to, że spotkam Wojtka na tarasie, jednak tam go nie było. Zeszłam po schodach do ogrodu, zatrzymałam się i wytężyłam wzrok. Zobaczyłam w oddali smukłą sylwetkę opartą o drewniany mostek nad oczkiem wodnym. Chciałam zawołać imię Wojtka, ale nie potrafiłam. Coś związało mi gardło, nie mogłam nic powiedzieć. Zaczęłam biec w jego stronę. Możliwe, że nie słyszał moich kroków, ponieważ trawa była bardzo krótka, a może po prostu nie chciał reagować na moją obecność. Weszłam na mostek. Wojtek uparcie patrzył w wodę. Był ubrany w tę samą biało-beżową koszulę w kratę i spodnie, które miał na sobie rano, tyle że teraz jego koszula była rozpięta i targał nią wiatr. Widok obojętnego Wojtka rozczulił mnie do reszty. Do tego miałam z tyłu głowy obraz tego, co zastałam w jego pokoju. Popłynęły mi po policzkach łzy, zaczęłam wszystkiego żałować. Myślałam o Łukaszu i zastanawiałam się, którego z nich - Wojtka, czy Łukasza - kocham mocniej. Wniosek był trudny do przyjęcia - gdy byłam przy Wojtku, liczył się tylko on, kiedy byłam z Łukaszem było zupełnie odwrotnie.
- Po co przyszłaś? - zapytał oschle nie przenosząc oczu znad wody.
- Chcę porozmawiać...
- Nie mamy już o czym rozmawiać. Dlaczego od razu mi nie powiedziałaś?
- Chciałam ci powiedzieć... Chciałam, ale... nie mogłam. Jak miałam ci to powiedzieć?
- Lepiej było mnie oszukiwać?
- Nie było lepiej, ale pewnie było łatwiej.
- Wiesz co? Gówno mnie to wszystko obchodzi. Nie chcę z tobą gadać, nie chcę twoich tłumaczeń. Sama się wkopałaś, jak największa idiotka. Zresztą wcale mnie to nie dziwi; zawsze taka byłaś.
- Jaka zawsze byłam? Zawsze byłam idiotką, tak? I zawsze ci to pasowało, a dopiero dziś mi to mówisz?
- Nie, Ola. Zawsze byłaś szczera, nie potrafiłaś skłamać, ani nawet ukryć prawdy, czy zmienić wersji - wyjaśnił.
- I to źle? - zapytałam zaskoczona.
- Ty nadal nie rozumiesz? - podniósł głowę i popatrzył w moje oczy.
- Czego nie rozumiem? Tego, że nazwałeś mnie idiotką przez to, że jestem szczera i nie kłamię?
- Nie rozumiesz, naprawdę? - powtórzył zadane wcześniej pytanie i powoli zszedł z mostka. Ruszyłam za nim. - Myślisz, że ja cię widziałem z tym twoim nowym chłopakiem? Myślisz, że gdybym cię z nim widział, to chciałbym się jeszcze dzisiaj z tobą spotkać? Myślisz, że chciałbym mieć z tobą jeszcze kiedykolwiek do czynienia?
- Jak to? Nie rozumiem. Nie widziałeś nas wczoraj? - zapytałam zaszokowana.
- Oczywiście, że nie - odpowiedział Wojtek siadając na ławce pod brzozą. - Żartowałem, spodziewałem się, że zaraz zaczniesz zaprzeczać, mówiąc jak zwykle, że ja jestem dla ciebie najważniejszy, że nikogo innego ważniejszego nie było i nigdy nie będzie. Nawet nie wiesz, jaki byłem zaskoczony, kiedy zaczęłaś mi wyjaśniać, że chciałaś mi powiedzieć, ale nie wiedziałaś jak.
- Nie widziałeś nas... Podpuściłeś mnie...
- Ale łatwo dałaś się podejść. To, co miało być żartem okazało się być moim koszmarem.
- Wojtek, przepraszam. Naprawdę, przepraszam. Nie ma takich słów, które mogłabym ci teraz wypowiedzieć... Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.
- Idź już. Nie chcę na ciebie patrzeć, a ostatnią rzeczą, której mogę teraz chcieć jest rozmowa z tobą - powiedział z niechęcią wstając z ławki.
- Wojtek, możesz mnie nienawidzić, możesz mnie przeklinać, możesz nie chcieć mnie widzieć, ale proszę, błagam, obiecaj mi, że będziesz brał tego, co leży u ciebie na biurku - jęczałam z płaczem.
- Nie mam obowiązku już niczego ci obiecywać. Wszystkie moje obietnice, które ci składałem są już nieaktualne. Nic nas już nie łączy, Ola. No, chyba, że przeszłość.
- Proszę, nic więcej od ciebie nie chcę, tylko słowa, że to wyrzucisz.
- Po co ci moje słowo, skoro sama nie dotrzymujesz swoich? Jaką wartość ma dla ciebie moje słowo? Bo jeśli taką jak twoje dla mnie, to jest niczym.
- Wojtek, proszę. Nie rób mi tego - krztusiłam się łzami.
- Idź już, nie chcę na ciebie patrzeć. Nie przychodź do mnie więcej. Aha, oddaj mi klucze - wyciągnął rękę w moją stronę. Nie miałam żadnych argumentów. Nie miałam teraz prawa przychodzić do jego domu, a co dopiero samodzielnie otwierać drzwi. Otworzyłam torebkę i wyjęłam klucze. Położyłam je Wojtkowi na dłoni.
- Pozwól mi jeszcze się do ciebie odezwać - powiedziałam patrząc mu głęboko w oczy. Walczył ze sobą, aby się nie rozpłakać. Nie chciał pokazać mi, jak bardzo mu na mnie zależy. Ja również nie chciał widzieć go płaczącego - nie zniosłabym tego. Wówczas moje i tak mocno rozdarte już serce, mogłoby pęknąć.
- Nie zasługujesz na to - odpowiedział, choć jego ostatnie słowa były już niewyraźne, bo mówił ze ściśniętym gardłem i łzami w oczach. - Zostaw mnie samego.
Przez chwilę nie mogłam się ruszać ani oddychać. Czułam się jakbym była sparaliżowana. Jakby ktoś odciął mi dopływ tlenu i bezczelnie patrzył jak umieram. Jeśli ja czułam się tak okropnie to jak musiał czuć się w tej chwili Wojtek?
Wzięłam głęboki oddech i udałam się w stronę tarasu. Weszłam po schodach na górę i popatrzyłam jeszcze raz na Wojtka przechadzającego się po ogrodzie. Nie mogłam długo tak stać, bo bałam się, że zemdleję. Byłam już głodna i wycieńczona płakaniem. W myślach prosiłam tylko o to, by rodziców Wojtka nie było jeszcze w domu. Przeszłam przez jego pokój, zatrzymałam się w drzwiach, by spojrzeć na substancję, która leżała na biurku. Chciałam ją wyrzucić z dala od Wojtka domu, aby nigdy jej nie znalazł. W jednej chwili nawet przemknęła mi przez głowę myśl, aby zabrać ją dla siebie. Mogłam ją wziąć na jeden raz, co pewnie okazałoby się dawką śmiertelną. Rozumiałam, że to głupie, a nic innego nie mogę zrobić, więc odpędziłam od siebie te myśli i opuściłam Wojtka pokój, a następnie dom. Szłam szybko i nie zatrzymywałam się ani na moment. Postanowiłam nie jechać autobusem tylko wrócić do domu na piechotę. W końcu od Wojtka do mnie nie było aż tak daleko. Po drodze kilka razy dzwonił do mnie Łukasz, ale nie odebrałam. Nie chciałam teraz z nikim rozmawiać. Gdy wróciłam do domu położyłam się do łóżka i owinęłam kołdrą. Chciałam spać tak długo, aż wszystkie problemy znikną, aż wszystko się ułoży. Uciec od tego daleko i długo nie wracać. Może nawet nigdy.


Bardzo lubię Twoje odpowiadanie. :] Wojtka mi szkoda no, ale cóż.. Czekam na kolejny rozdział. Pozdrawiam. :] (tt: @Barcelonist_10)
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawe opowiadanie, ciekawa jestem, co będzie dalej. Dodaję Twojego bloga do obserwowanych :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Kolorowy_Marker z TT :) :D
Bardzo lubię twojego bloga, współczuję Wojtkowi, ale Ola też nie ma lekko :( mam nadzieję że wszystko będzie dobrze! :) powodzenia w pisaniu Olu :D
OdpowiedzUsuńSuper blog! Weszłam na niego kiedyś z nudów, przeczytałam cały od razu i jestem pod wrażeniem! <3 czekam na więcej!!! :)) :* :P
OdpowiedzUsuń