27 września 2013

Pożegnanie z Legią

Rozwiązywanie problemów mnie nie ominęło. Kiedy wróciłam do domu nie chciało mi się już rozmawiać z mamą, a tym bardziej nie miałam ochoty na kłótnię. Schowałam się w pokoju i oddzieliłam świat, który był wokół mnie od świata, który właśnie układał się w mojej głowie.
Wróciłam myślami do spektaklu, na który się wybraliśmy. Było niesamowicie. Niby fabuła oparta na podstawie dramatu Szekspira, ale o wiele ciekawszy scenariusz. Aktorzy latali na materiałach, śpiewali i tańczyli. Naprawdę oderwałam się od rzeczywistości, a było mi to bardzo potrzebne.

Sobotniego ranka nie mówiąc nikomu ani słowa wybrałam się do klubu, w którym chciałam się zapisać na treningi piłkarskie. Przyjęto mnie bardzo miło. Oczywiście padło podstawowe pytanie - czy wcześniej uprawiałam jakiś sport. Niechętnie przyznałam się do doświadczenia gimnastycznego. Trener był zaskoczony, że chcę ,,przerwać tak wspaniałe dzieło". Nie miałam jednak zamiaru wyjawiać mu przyczyn. Zaprosił mnie na zajęcia w najbliższą środę. Obiecałam, że przyjdę i opuściłam ośrodek szkoleniowy. Moim następnym celem tego dnia była sala gimnastyczna Legii. Około południa dotarłam na Łazienkowską. Na sali nie było nikogo. Zajrzałam do pomieszczeń z nią sąsiadujących. Tam także pusto. Powróciłam na salę i spojrzałam na matę oraz przedmioty, którymi na co dzień się posługiwałam. Nie było mi smutno. Nic nie czułam. Nie darzyłam ich sentymentem, nie wywoływały u mnie żadnych uczuć.
- Ola, dzisiaj nie masz treningu - usłyszałam nagle za sobą.
Odwróciłam się. Stała za mną osoba odpowiedzialna za wszystkie moje kreacje. Spędziła mnóstwo czasu na dopasowywaniu kostiumów do moich choreografii. Zawsze kiedy ćwiczyłam w nowym kostiumie po raz pierwszy obserwowała, czy jest dobrze dopasowany i czy nie krępuje moich ruchów.
- Dzień dobry - powiedziałam. - Wiem, ale chciałam porozmawiać z trenerem albo z panią...
- Coś się stało? - zapytała zaniepokojona.
- Nie, wszystko w porządku - uspokoiłam ją. - Chciałabym tylko zrezygnować z dalszych ćwiczeń i przygotowań do Olimpiady.
Pani Renata otworzyła szeroko oczy i usta. Przez chwilę nic nie mówiła. Jej zdziwiona twarz po chwili przemieniła się w zatroskaną.
- Dlaczego? Co się stało?
- Nic się nie stało. Po prostu znudziła mi się już gimnastyka - odpowiedziałam szorstko.
- Tak po prostu? Tak z dnia na dzień? - dopytywała z niedowierzaniem.
- Tak. Nic nie trwa wiecznie - odpowiedziałam szybko. Po chwili zreflektowałam się i dodałam: Poczułam, że to już nie jest dla mnie.
- To wielka szkoda, Olu. Miałaś duże szanse na medal na Igrzyska Olimpijskich. Może jeszcze zmienisz zdanie - wypowiadając to ostatnie popatrzyła na mnie błagalnie. Ja jednak byłam nie do przebłagania.
- Nie. To już postanowione.
- A kto tutaj dzisiaj ćwiczy? - usłyszałam głos dobiegający z korytarza.
- Dzień dobry - powiedziałam w kierunku mojego trenera, który właśnie wchodził na salę.
- Ola jak zawsze systematycznie ćwiczy na sali nawet w sobotę. Trochę odpoczynku ci się należy!
- Ja właśnie w tej sprawie.
- Ale co - chcesz wziąć wolne na całą zimę? - zaczął się śmiać. - To może po Olimpiadzie. Teraz nie ma czasu na takie przerwy.
- Rezygnuję z gimnastyki - powiedziałam wprost.
Trener zareagował podobnie jak pani Renata.
- Jesteś pewna? - zapytał.
- Tak. Nie chcę już ćwiczyć.
- Tak po prostu? - powtórzył pytanie, które zadała mi pani Renata zanim pojawił się na sali.
- Tak. Chciałabym bardzo panu za wszystko podziękować. Wiele dały mi te lata spędzone na sali - wyznałam. - Pani też dużo dla mnie zrobiła - zwróciłam się ponownie do pani Renaty. - Dziękuję.
Moi rozmówcy milczeli. Pani Renata wyglądała na załamaną. Za bardzo emocjonalnie do wszystkiego podchodziła. Gimnastyka artystyczna była bardziej sportem niż sztuką. Nie urodziłam się przecież z talentem atletycznym. Na wszystko zapracowałam ciężką pracą, której miałam już dość. Chciałam robić coś innego, pójść w innym kierunku.
Wyszłam z sali. Szybko opuściłam budynek, bo zaczynało mi być zwyczajnie smutno. Nie było mi szkoda tego, z czego rezygnuję. Zabolało mnie to, że właśnie przed chwilą dobrowolnie przestałam być częścią Legii Warszawa. Nieodwołalnie. Raz na zawsze.

20 września 2013

Spektakl

Początek miesiąca, którego najbardziej nie lubię, nie był dla mnie udany. W pierwszych dniach listopada przyszło mi się zmierzyć z zawziętością mojej mamy. Wiedziałam, że chce dla mnie dobrze, ale ja potrafiłam już sama wybierać, co jest dla mnie lepsze. A przynajmniej tak mi się wydawało.
W piątek po południu umówiłam się z Łukaszem. Zadzwonił punktualnie o 16:30, że jest już na moim osiedlu. Ubrałam buty, płaszcz i wzięłam torebkę.
- Wrócę o dwudziestej! - zawołałam do mamy.
Kiedy się spotkaliśmy Łukasz pocałował mnie w policzek na powitanie.
- Stęskniłaś się? - zapytał uśmiechając się przy tym.
- Powinieneś powiedzieć mi, że tęskniłeś za mną, a nie pytasz mnie, czy ja stęskniłam się za tobą - poprawiłam go.
- Jeśli pytam, czy tęskniłaś za mną, to równoznaczne z tym, że ja tęskniłem za tobą - wyjaśnił.
- Nie, to nie jest równoznaczne.
- Kobiety, jak wy wszystko komplikujecie - Łukasz westchnął.
- Ale i tak nas kochacie - stanęłam na palcach i wspięłam się na Łukasza, by pocałować go w policzek.
- Idziemy? - zapytał łapiąc mnie za rękę. - Czy znowu czegoś zapomniałaś?
- No właśnie zastanawiam się, czy wszystko mam - odpowiedziałam zerkając do torebki.
- To lepiej sprawdź, żebyśmy nie musieli się wracać - powiedział znudzony.
- A co - podchwyciłam - nie lubisz się do mnie wracać? - zapytałam uśmiechając się zadziornie. Stanęła mi przed oczyma sytuacja z ubiegłego piątku, kiedy to mieliśmy iść do teatru Studio Buffo na musical oparty na podstawie dramatu Williama Shakespeare'a ,,Romeo i Julia", o którym było ostatnio bardzo głośno. Łukasz czekał na mnie, dlatego szybko wyszłam z domu zapominając telefonu. Postanowiłam po niego wrócić. Łukasz poszedł razem ze mną, ale finał tego był taki, że na spektakl wcale nie poszliśmy.
Mój chłopak nie odpowiedział na zadane przeze mnie pytanie tylko przyciągnął mnie do siebie aż zabrakło mi tchu w klatce piersiowej.
- Chcesz mi połamać żebra? - zapytałam.
- Jeśli miałoby to być powodem siedzenia przy twoim łóżku to...
- Egoista! - przerwałam mu. - A nie liczy się to, że mnie by to bolało, hm?
- Gdybym miał zamiar połamać ci żebra najpierw znieczuliłbym cię morfiną - powiedział zupełnie poważnie.
- Przerażasz mnie, wiesz?
- Wiem, kochanie, ale już taki mój urok - mrugnął do mnie. - To masz wszystko? Chcę w końcu pooglądać ten spektakl.
- Jesteś pewien, że nie wolisz wrócić do mojego mieszkania?
- Nie dzisiaj.
- Okej. Idziemy.
Ruszyliśmy w kierunku przystanku. Nagle przypomniałam sobie, że mama prosiła mnie, abym kupiła proszek do pieczenia, ponieważ miała zamiar następnego ranka upiec ciasto. Pomyślałam, że lepiej będzie, jeśli wstąpię do sklepu od razu, bo wracając do domu na pewno o tym zapomnę.
- Poczekaj - zatrzymałam Łukasza. - Idę tylko po proszek do pieczenia - powiedziałam i pobiegłam do sklepu.
- Mogę iść z tobą! - zawołał za mną Łukasz.
- Nie trzeba! Poradzę sobie! - odpowiedziałam.
Szybko znalazłam produkt na sklepowej półce. Musiałam jednak odstać swoje w kolejce. Nie potrafiłam powiedzieć, że kupuję tylko jeden artykuł i poprosić klientów, abym mogła skasować towar przed nimi. Stanęłam na końcu kolejki i czekałam do skutku. Po zapłaceniu za swoje zakupy schowałam je do torebki i opuściłam sklep. Łukasz stał tam, gdzie go zostawiłam. Podeszłam do niego i zakomunikowałam, że możemy już iść.
- Kupiłaś wszystko? - zapytał.
- Miałam kupić tylko proszek do pieczenia - zobaczyłam jego minę. - Tak, kupiłam - odpowiedziałam.
- Może zrezygnowałabyś z piłki nożnej? Gimnastyka artystyczna to część twojego życia. To spora część ciebie. Takich decyzji nie podejmuje się tak z dnia na dzień.
- A tobie co? Jak wchodziłam do sklepu to byłeś w innym humorze. Skąd przyszedł ci do głowy pomysł na taki temat? - zapytałam zaskoczona.
- Twoja mama rozmawiała ze mną. Poprosiła mnie, abym cię przekonał, żebyś zmieniła zdanie. Mówiła, że to przeze mnie nie chcesz już przygotowywać się do Olimpiady.
- Co? - krzyknęłam. - Jak mogła ci coś takiego powiedzieć?! Przecież to nieprawda! Sama podjęłam taką decyzję i nie ma ona żadnego związku z tobą. Kiedy z tobą rozmawiała?
- Przed chwilą. Przechodziła tędy przypadkiem.
- Przypadkiem? Łukasz, od kiedy ty jesteś taki naiwny? Na pewno obserwowała nas przez okno i specjalnie wyszła z domu, aby z tobą porozmawiać, kiedy poszłam do sklepu. Mam już tego dosyć! - odwróciłam się i pomaszerowałam w stronę bloku.
- Ej, ej, gdzie idziesz? - zawołał Łukasz łapiąc mnie za ramię.
- Muszę porozmawiać z mamą. Dłużej tak nie może być.
- Daj spokój, Ola. Nie teraz. Chodźmy, bo znów przepadnie nam spektakl - obrócił mnie i przytulił.
- Ale nie wierzysz w to, co ci powiedziała?
- W to, że przeze mnie nie chcesz ćwiczyć?
- Tak - pochyliłam głowę.
- Ja nie muszę w to wierzyć. Nie jest nawet ważne, czy to prawda. Najważniejsze jest to, czego ty chcesz. I pamiętaj - jeśli czegoś chcesz, to nie możesz z tego zrezygnować.
Westchnęłam. Tego było już zdecydowanie za dużo. Chciałam wszystkie problemy, decyzje i zmartwienia wywieść gdzieś daleko, aby więcej nie wróciły do mojego życia.
- Chcę iść na współczesną wersję "Romea i Julii" z tobą - odpowiedziałam z uśmiechnęłam na słowa Łukasza.
- No nareszcie! Widzisz, już wiesz z czego nie możesz zrezygnować - Łukasz podał mi rękę i powędrowaliśmy przed siebie przynajmniej na ten jeden wieczór zostawiając problemy i zmartwienia. Jednak miejsce, w którym je zostawiliśmy nie było odpowiednie. Tak blisko stamtąd do mojego mieszkania... Po powrocie do domu znów musiałam się z nimi zmierzyć.

11 września 2013

Nowe decyzje

Po tygodniu od zachorowania moja choroba odpuściła. Nie miałam już kataru i kaszlu, gorączka już dawno przestała mnie męczyć. Nie wróciłam do szkoły do końca tygodnia, ponieważ miałam mnóstwo zaległości. W piątek zadzwoniłam do Julki i zapytałam ją, czy moja mama może przyjechać do niej po zeszyty. Zgodziła się, ale nie była rozmowna. Nie miała powodu, żeby się na mnie gniewać, więc zignorowałam jej grymasy.
Pierwszy dzień w szkole po chorobie nie był dla mnie udany. Trzy sprawdziany i dwie kartkówki były równoznaczne z tym, że czeka mnie sezon popraw. Nie można się przecież wszystkiego nauczyć na jeden dzień. Łukasz postanowił mi pomóc w zrozumieniu matematyki i fizyki. Szczególnie to drugie było dla mnie złem koniecznym, dlatego zbytnio się nie przykładałam. Dusza humanisty nie może zajmować się takimi problemami jak elektrostatyka. Do matmy miałam lepsze nastawienie, bo wiedziałam, że jeśli chcę być wykształconą osobą to muszę ją umieć choć w podstawowym zakresie.
Wojtek się do mnie uparcie nie odzywał. Codziennie mówiłam mu "cześć", ale on za każdym razem spoglądał na mnie z pogardą. Julka też była inna. Coraz częściej widywałam ją na przerwach z Wojtkiem. A to odpisywali zadanie domowe, a to rozmawiali o meczu siatkówki, którą ja nigdy się nie interesowałam, a to gdzieś razem szli. Krótko mówiąc zostali najlepszymi przyjaciółmi. Zaskakujące, jak to wszystko szybko się zmienia. Nigdy wcześniej bym nie przypuszczała, że Julia i Wojtek się zaprzyjaźnią. Odkąd ich znam, a znamy się już prawie 9 lat, nie przepadali za sobą. Owszem, tolerowali się nawzajem, ale zawsze miałam wrażenie, że robią to ze względu na mnie. Pewnego ponurego jesiennego ranka, podczas lekcji biologii przyszło mi do głowy rozwiązanie. Ułożyłam sobie w głowie wszystkie fakty w kolejności chronologicznej. Wyjazd Wojtka, moja tęsknota za nim, wspieranie mnie przez Julię, moja podróż do Stanów Zjednoczonych, poznanie Łukasza, mój powrót do Polski, zapoznanie się Julki z Łukaszem, przestroga Julii, abym nie zapominała o Wojtku... No tak! To musiało być to. Jeśli Julka i Wojtek potrafili dla mnie się nawzajem tolerować, to nie mają również problemu ze wspólną walką przeciwko mnie! Wojtek pewnie powiedział Julce o tym, jak go potraktowałam, a ona powiedziała mu, że spotykałam się z Łukaszem na wakacjach. Moi najlepsi przyjaciele zostali moimi wrogami. Z drugiej strony - Wojtek nigdy nie był mściwy, więc nie powinnam była się spodziewać odwetu, ale pod wpływem Julki mógł się zmienić.
- Ola, może ty przypomnisz nam, czy żółwie są stałocieplne, czy zmiennocieplne - z moich rozmyślań wyrwał mnie głos nauczycielki.
Popatrzyłam na Julkę, która pilnie coś notowała udając, że nie zauważa, że potrzebuję pomocy. Nauczycielka odczekała jeszcze chwilę w końcu zrezygnowana powiedziała:
- Kto przypomni Oli, czy żółwie są stałocieplne, czy zmiennocieplne?
Dobra, mogłam rozmyślać dalej. Zanim jednak wróciłam do filozofii związanej z wpływem Julki na Wojtka rzuciłam mojej koleżance z ławki gardzące spojrzenie i pomyślałam: "będziesz coś chciała". Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek na przerwę. Powoli się spakowałam i opuściłam klasę. Swoją drogą te moje filozofie wcale nie były takie złe. Jeśli nie dostanę się na żadne studia albo nie będę miała pracy to zostanę jakimś myślicielem czy filozofem i będę ludziom tłumaczyć zachowania innych. Całkiem niezły pomysł w obliczu kryzysu gospodarczego. Zawsze znajdą się tacy, którzy mi zapłacą, a ja im nagadam ile będę chciała i ubiorę wszystko w górnolotne słowa. Pomysł na życie już mam. Ciekawe tylko, co na to rodzice.
Na takich rozmyślaniach minęły mi wszystkie lekcje i przerwy. Na ostatniej z nich Łukasz napisał mi SMS-a, że będzie czekał na mnie obok szkoły, bo ma odwołaną ostatnią lekcję. Nie było mi to na rękę, ale nie chciałam mu tego zabronić. Kiedy po ostatniej lekcji wyszłam z Julką z klasy zadałam jej krótkie pytanie:
- Gniewasz się na mnie? Odkąd wróciłam po chorobie jesteś jakaś dziwna.
- To chyba ty jesteś dziwna, Ola - odpowiedziała. - Nigdy się tak nie zachowywałaś. Ten Łukasz całkiem zawrócił ci w głowie.
- O co ci chodzi? - zdziwiłam się.
- O co mi chodzi? - powtórzyła moje pytanie. - Zostawiłaś niczemu niewinnego Wojtka dla chłopaka, którego poznałaś przypadkiem i spotkałaś kilka razy! I to jeszcze w jaki sposób go zostawiłaś. Wiesz, nie spodziewałam się tego po tobie.
Aha, czyli jednak miałam rację. Kariera filozofa gwarantowana. Julka była zła za Wojtka. Nikt mnie w tej sytuacji nie rozumiał. No, może jedyną osobą, która mnie nie obwiniała był tata. Chociaż nie - on w ogóle nie traktował tego wszystkiego na poważnie. Nic nie odpowiedziałam na wywód Julki, szybko zmieniłam buty, założyłam kurtkę i wyszłam ze szkoły. Rozglądnęłam się wpierw w prawo, a następnie w lewo i dostrzegłam w oddali Łukasza. Szedł w moją stronę. Ruszyłam w jego kierunku i spotkaliśmy się w połowie drogi. Przytulił mnie, chciał mnie pocałować, ale uniknęłam tego z powodu Wojtka, który za chwilę miał wyjść ze szkoły.
- Chodź - powiedziałam i złapałam go za rękę.
- Dokąd się tak śpieszysz? - zapytał Łukasz.
- Nie chcę tu stać - odpowiedziałam stanowczo.
W tej właśnie chwili ujrzałam Wojtka opuszczającego szkołę w towarzystwie Julii. Mimowolnie zatrzymałam się, co nie umknęło uwadze Łukasza. Powiódł wzrokiem w tę samą stronę, gdzie spoglądałam ja. Zauważyłam jak Julka delikatnie się uśmiecha. Szarpnęłam Łukasza za rękaw. Ruszył się w końcu z miejsca, ale nie spuszczał Wojtka z oczu.
- Łukasz, chodź, nie torturujmy się wszyscy nawzajem - powiedziałam błagalnie.
Pojechaliśmy do mnie. Łukasz został ze mną do 18-tej. Później wzięłam się za zadanie z chemii, które do łatwych nie należało. Na dodatek od kilku dni nie dawała mi spokoju jeszcze jedna myśl. Otóż zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam przestać przygotowywać się na Igrzyska Olimpijskie. Gimnastyka artystyczna coraz mniej mi się podobała. Nie chciałam już poświęcać jej tyle czasu, co kiedyś, nie byłam już tak kreatywna, a ćwiczenie nie sprawiało mi tej samej radości co wcześniej. Czułam jednak, że nie jestem jeszcze gotowa na podjęcie decyzji.
Zastanawiałam się do końca października. W ostatnich dniach miesiąca byłam już pewna. Wiedziałam, że najgorzej będzie mi wytłumaczyć moją decyzję mamie. W końcu zdobyłam się na odwagę i wypaliłam przy obiedzie:
- Rezygnuję z gimnastyki.
- Co? Co to znaczy? - zapytała mama ze zdziwieniem.
- Nie chcę już ćwiczyć. Znudził mi się ten sport.
- O czym ty mówisz, dziecko? Przecież za niewiele ponad pół roku jest Olimpiada! Przygotowywałaś się do niej 7 lat!
- Ale nie chcę brać w niej udziału - odpowiedziałam.
- To było twoje marzenie dzieciństwa! - mama zaczęła krzyczeć.
- Ale moje marzenia dzieciństwa już dawno minęły. Od dawna już nie chcę być księżniczką, mieszkać w zamku i za męża mieć księcia na białym koniu. Czas również zakończyć walkę o marzenia z dzieciństwa, które jeszcze pozostały.
- Jacek, powiedz coś, bo mi brak słów - mama szturchnęła tatę.
- Ee, więc... No Olu, wiesz... Według mnie powinnaś się nad tym zastanowić - wydukał.
- Ja się już zastanowiłam i podjęłam taką decyzję. Dziękuję za obiad - powiedziałam wstając od stołu.
- Siadaj! - krzyknęła mama.
- Nie mam ochoty z wami jeść. Nie potraficie uszanować moich pragnień.
- To ten Łukasz tak cię zmienił, tak? Kazał ci zrezygnować z gimnastyki. Nie podoba mu się?
- Co? O czym ty mówisz? - wykrzyczałam.
- Będziesz ćwiczyć i pojedziesz na Olimpiadę. Skończyłam temat.
- Nie będę ćwiczyć i nie pojadę! Nie zmusisz mnie do tego! Zależy ci tylko na tym, abym spełniała marzenia, których ty nie mogłaś spełnić w moim wieku. Ale twoje marzenia nie są moimi marzeniami, wybacz - wzięłam kurtkę i wyszłam z domu. Było mi bardzo źle, ale uważałam moją decyzję za słuszną. W końcu kto może wiedzieć co czuję lepiej ode mnie?
Pojechałam do Łukasza. Potrzebowałam rozmowy z nim; jego obecności. Mama stanowczo przesadziła obwiniając Łukasza o moją decyzję. Tata na pewno był innego zdania, ale nie chciał ,,dolewać benzyny do ognia".
Opowiedziałam o całym zajściu Łukaszowi. On również nie mógł zrozumieć mojej decyzji.
- I co teraz będziesz robić? - zapytał. - Przecież gimnastyka była całym twoim życiem.
- Moje życie się zmieniło, Łukasz. Chcę się odciąć od wszystkiego, co było kiedyś.
- Coś czuję, że chcesz się ukarać za krzywdę Wojtka, zgadłem?
- Łukasz, daj spokój. Nie zgaduj przyczyny.
- Okej, jak wolisz. A odpowiesz na moje pytanie?
- Co teraz będę robić? - zapytałam.
- Tak - potwierdził.
- Chciałabym zacząć grać w piłkę - wyznałam.
- W piłkę? Dlaczego akurat ten sport chcesz wybrać? Jest tyle bardziej kobiecych sportów.
- Kocham piłkę i nie chcę być tylko widzem na meczach i przed telewizorem. Nie jest fajnie być biernym kibicem.
- Okej, pani piłkarko. Nie mam nic przeciwko. Swoją drogą zapowiada się niesamowicie fajnie. Bo co może być lepszego od uczenia swojej dziewczyny gry w piłkę nożną - uśmiechnął się i mocno mnie przytulił, a ja poczułam - pierwszy raz od kilku miesięcy - że zrobiłam coś, czym w konsekwencji nikogo nie skrzywdzę i sama nie będę musiała przez to cierpieć.

2 września 2013

Jesienne przeziębienie

Następnego ranka obudziłam się przed 5 z gorączką. "Jednak się wczoraj przeziębiłam" - pomyślałam. Wstałam, założyłam pantofle i zeszłam po schodach na dół. Było mi okropnie zimno. W szafce w kuchni poszukałam leków przeciwgorączkowych. Starałam się poruszać po domu jak najciszej, ale nie było to takie proste. Najpierw wypadło mi z szafki kilka opakowań tabletek. Później uderzyłam szklanką o lodówkę, aż w końcu przewróciłam stołek. Ten ostatni wywołany przeze mnie hałas obudził mamę, która od razu przestraszona przybiegła na dół. Musiałam wyglądać jak upiór albo nawet gorzej, bo na mój widok powiedziała: "O Boże, dziecko, kiedy ty się tak przeziębiłaś?", po czym dodała: "Wracaj do pokoju, zaraz przyniosę ci gorącą herbatę". Posłusznie udałam się na górę. Po chwili dołączyła do mnie mama z herbatą.
- Zadzwonię do pracy, że dzisiaj nie przyjdę - wypaliła nagle.
- Mamo, jest piąta rano, nikogo jeszcze nie ma w pracy - przypomniałam jej.
- No tak, tak. Zadzwonię później. Chociaż, nie - zreflektowała się. - Później już będzie za późno na dzwonienie.
- Idź do pracy, mną się nie przejmuj. Poradzę sobie - obiecałam.
- Ale jak ja mam cię taką zostawić? - zadała pytanie, jednak nie zostawiła mi czasu na odpowiedź, bo kontynuowała swój monolog. - Poczekaj, powiem tacie, żeby z tobą został - wstała z łóżka.
- Nie budź go jeszcze. Za godzinę i tak będzie wstawał do pracy. Pozwól mu jeszcze pospać. Wystarczy, że ty już przeze mnie nie śpisz.
- Kochanie, zawsze byłam przy tobie, kiedy byłaś chora i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.
- Kiedyś pewnie się to zmieni, mamo. Będziemy musiały się do tego przyzwyczaić.
- Wtedy będzie się zajmował tobą kto inny - zmarszczyła brwi. - Z tym Łukaszem to tak na poważnie?
- Opowiadałam ci wczoraj. Teraz poza nim świata nie widzę. Dobrze powiedziałam - teraz, bo poza Wojtkiem też kiedyś nie widziałam świata.
- Ale teraz jesteś już starsza niż wtedy, gdy poznałaś Wojtka. Może to też moja i Wojtka mamy wina, że tak wam kazałyśmy być razem.
- Nie, nie kazałyście. Sami chcieliśmy - okryłam się kołdrą i zamknęłam oczy. Miałam nadzieję, że zasnę, jednak tabletki nie pomagały, a moje dolegliwości się wzmagały.
Za zleceniem mamy tata zadzwonił do pracy, że się w niej nie pojawi. Całe szczęście, że pracuje na stanowisku kierowniczym i nie poniesie za to konsekwencji. Po południu napisałam SMS-a do Łukasza. Poinformowałam go, że jestem chora. Chciał z tego powodu nie iść na trening i przyjechać do mnie, ale kategorycznie mu tego zabroniłam. Już wystarczy, że jedna osoba zrezygnowała ze swoich planów z mojego powodu. Drugim powodem było to, że mama jeszcze dobrze nie przystosowała się do nowej sytuacji związanej z Łukaszem i potrzebowała na to trochę czasu.
Następnego dnia ani trochę nie było mi lepiej, dlatego tato znów został ze mną w domu. Wezwał wizytę lekarską, bo było oczywiste, że bez antybiotyku przeziębienie nie odpuści. Wieczorem poczułam się lepiej. W piątek tato - podobnie jak mama - nie mógł zostać ze mną w domu.
Po 7-mej otrzymałam wiadomość od Łukasza:
Zostajesz dzisiaj sama?
Tak :( - odpisałam.
Rodzice wyszli do pracy, a ja zostałam sama w domu. Mój pokój przypominał salę szpitalną, a biurko i szafka zamieniły się w aptekę. Parę minut po godzinie 8-mej usłyszałam dzwonek u drzwi. Bardzo nie chciało mi się wstawać, więc zlekceważyłam niespodziewanego gościa. Jednak ten uporczywie nie przestawał dzwonić.
- Już idę, idę! - zawołałam w końcu.
Wyszłam z pokoju i przybiegłam do drzwi. Mijając lustro w przedpokoju przestraszyłam się osoby, którą w nim zobaczyłam. Wyglądałam okropnie. Otworzyłam drzwi. Zobaczyłam ogromny bukiet czerwonych kwiatów z karteczką: "Szybkiego powrotu do zdrowia!". Uśmiechnęłam się do siebie, wychyliłam się za drzwi i zobaczyłam Łukasza.
- Witam panią - powiedział. - Jakiś przeuroczy młodzieniec poprosił mnie, abym to pani przekazał.
- A dlaczego ten przeuroczy młodzieniec nie mógł mi tego przekazać osobiście?
- Nie wiedział, czy zechce pani go przyjąć - powiedział smutno.
- Jeśli będzie dla mnie tak miły i zrobi mi dobrą herbatę i poogląda ze mną jakąś komedię, aby poprawić mi humor, to bardzo chętnie go przyjmę - uśmiechnęłam się. Łukasz chciał już wejść do mieszkania, ale go zatrzymałam. - Ale ja mówiłam o tym przeuroczym młodzieńcu, nie o panu!
- A czy ja nie jestem uroczy? - zapytał zaskoczony.
- Uroczy może i tak, ale do przeuroczego jeszcze panu daleko. Mimo wszystko jestem skłonna wpuścić pana do mego pałacu, jeśli zdeklaruje się pan zrobić mi tę herbatę i pooglądać ze mną dowolnie wybrany przez siebie wesoły film. To jak? Odpowiada to panu?
- Ee tam, niech stracę - odpowiedział wchodząc do mieszkania.
Zamknęłam drzwi i go niespodziewanie pocałowałam. Tak bardzo się za nim stęskniłam. Łukasz wysłał mnie do łóżka, to znaczy kazał mi się położyć, żebym nie zmarzła. Posłuchałam go, ale najpierw poszłam do łazienki, by trochę się ogarnąć. Dlatego kiedy po wstawieniu kwiatów do wazonu przyszedł do mojego pokoju zastał puste łóżko. Gdy wróciłam z łazienki siedział na środku mojego łóżka i czytał po kolei nazwy leków znajdujących się na biurku i szafce.
- A pani to chyba chce zostać farmaceutką - stwierdził niepewnie.
- Raczej nie. Czytam każdą ulotkę po 10 razy, żeby nie zażyć leków, które nawzajem siebie wykluczają. Nienawidzę chorować - usiadłam Łukaszowi na kolanach.
- Pomyśl o tym, że jest tego dobra strona - powiedział z zakłopotaniem.
- Jaka? - zapytałam.
- Nie musisz widywać się z Wojtkiem. A on z tobą...
- Och, Łukasz, daj spokój. Wystarczy mi, że mama ciągle o tym truje. Martwię się o Wojtka, jestem ciekawa co u niego, czy chodzi do szkoły...
- A, właśnie, jak tam mama? Opowiedziałaś jej wszystko?
- Wszystko może i nie, ale opowiedziałam jej sporo. Tyle wiedzy jej wystarczy.
- I co ona na to?
- Próbuje to zrozumieć, powoli to trawi.
- Powoli? Rozumiem, że zawsze ma taki spóźniony metabolizm?
- Tak - zaczęłam się śmiać. - Można tak powiedzieć.
- Wskakuj do łóżka - Łukasz zepchnął mnie ze swoich kolan. - Idę zrobić ci herbatę. W międzyczasie pomyślę nad filmem, który moglibyśmy pooglądać.
- Zajrzyj do salonu na półkę obok telewizora. W filmach moich rodziców jest kilka tytułów, z którymi się jeszcze nie zapoznałam.
Napisałam SMS-a do Julki. Zapytałam ją, czy Wojtek jest w szkole. Nie mogłam się powstrzymać. Miałam nadzieję, że - jeśli jest - Julka nie powie mu, że o niego pytam.
Łukasz wrócił po około 10 minutach.
- Zapraszam na seans - powiedział biorąc mnie na ręce.
- Ej, ej, wiem, że widać po mnie, że jestem chora, ale dam radę zejść na dół.
- Nie byłbym tego taki pewien - uśmiechnął się i wyniósł mnie z pokoju.
- Ej, Łukasz! Puść mnie! - krzyczałam, kiedy byliśmy już na schodach.
- Jesteś pewna? Tutaj, teraz? - zapytał zniżając mnie do podłogi.
- Nie, nie, nie!
- No właśnie - znów podniósł mnie do góry.
Zaniósł mnie do salonu i posadził na kanapie. Na ławie czekała na mnie herbata. Odpowiednia płyta była już włożona do odtwarzacza DVD. Łukasz kliknął przycisk "Play" na pilocie i usiadł obok mnie.
- Wygodnie ci? - zapytał.
- Wygodniej mi w niebie nie będzie - odpowiedziałam.
- Odważne stwierdzenie - Łukasz zaczął się śmiać.
- Hm - skrzywiłam się. - To co powiedziałam skojarzyło mi się z piosenką "Oprócz błękitnego nieba".
- Oprócz błękitnego nieba nic mi dzisiaj nie potrzeba... - zanucił Łukasz. - Oprócz błękitnego nieba nic mi dzisiaj nie potrzeba! - powtórzył. - Gdzie są wszystkie dziewczęta, które kiedyś tak bardzo, tak bardzo kochałem, kochałem... Kto z przyjaciół pamięta ile razy dla nich przegrałem? W gardle zaschło mi i butelka zupełnie, zupełnie, już pusta, już pusta. Nikt do drzwi już dzisiaj nie zastuka. Oprócz błękitnego nieba nic mi dzisiaj nie potrzeba. Oprócz błękitnego nieba nic mi dzisiaj nie potrzeba! - Łukasz zakończył i zaczął się śmiać.
- Też to znasz?
- No pewnie, klasyka polskiej piosenki.
- Jakie to te dziewczęta, które tak kochałeś, hm? - spytałam.
- Sam nie wiem. W sumie to kochałem w życiu trzy kobiety, z czego dwie kocham nadal.
- Dwie? A co z tą trzecią? - zapytałam.
- Ta trzecia to Paulina - odpowiedział.
Zapadła cisza.
- No! - zawołał do siebie Łukasz. - Co ten film się nie włącza?
- Może włóż płytę jeszcze raz - odpowiedziałam. - A te dwie, które kochasz to kto? - dodałam niepewnie.
- Ty i moja mama - odpowiedział podchodząc do telewizora. - W sumie to jeszcze moje babcie i ciocie - dodał. - Działa - powiedział triumfalnie po przełączeniu przyciska w odtwarzaczu DVD. Na powrót usiadł obok mnie na kanapie, a ja przytuliłam się do jego ręki.
Oglądnęliśmy trzy filmy nie ruszając się z kanapy. Łukasz zmieniał tylko płyty w odtwarzaczu i pytał mnie czy oglądałam już film, który właśnie trzymał w ręce. Przez chwilę pomyślałam, że chciałabym przez cały czas być chora albo przynajmniej przez cały rok szkolny. Jednak przypomniałam sobie, że będę miała mnóstwo zaległości do odrobienia i moja forma gimnastyczna też się pogorszy. Westchnęłam ciężko.
- Co jest? Już ci się nudzi? - zapytał Łukasz.
- Nie, jest dobrze, tylko będę miała zaległości w szkole, a na sali będę musiała siedzieć do późnego wieczora. No i jeszcze ty masz nieobecność dzisiaj.
- Nieobecność? Przecież jestem obecny tam, gdzie jestem potrzebny.
- Kochany jesteś - uśmiechnęłam się. - Masz dzisiaj trening?
- Nie, dzisiaj wolne - powiedział zadowolony.
- Naprawdę? - dopytywałam.
- Tak, naprawdę, zaufaj mi.
- Ufam ci, ufam. Tylko nie chcę, żebyś przeze mnie coś tracił.
- Ty straciłaś dla mnie znacznie więcej - przypomniał mi.
- Nie rozmawiajmy o tym.
- Okej. Oglądamy dalej - zarządził.
Siedzielibyśmy tak pewnie do wieczora gdyby nie to, że tata wcześniej wrócił z pracy i szepnął mi na ucho, że mama raczej nie będzie zadowolona z tego, że Łukasz siedział ze mną cały dzień w domu.
- Odwiedzę cię jutro - powiedział wychodząc. - Może będziesz się już czuła lepiej.
- Po dzisiejszym dniu już czuję się lepiej - odpowiedziałam.
- Do widzenia - zniknął za drzwiami.
- Całkiem fajny ten Łukasz - powiedział tata stojąc za mną. - I siedział tak z tobą przez cały dzień oglądając komedie romantyczne mamy?
- Tak... Sam to zaproponował - wyjaśniłam.
- No to niezły jest. Mnie jak mama namówi na jedną to już jest osiągnięcie. Fajny chłopak.
- Mama tak nie uważa.
- To będzie tak uważać, zobaczysz.
- Dzięki - uśmiechnęłam się i poszłam do swojego pokoju.
Dzień, który zapowiadał się tak okropnie, w swej istocie okazał się całkiem udany. I co tam, że dalej miałam gorączkę, katar i kaszel.