11 września 2013

Nowe decyzje

Po tygodniu od zachorowania moja choroba odpuściła. Nie miałam już kataru i kaszlu, gorączka już dawno przestała mnie męczyć. Nie wróciłam do szkoły do końca tygodnia, ponieważ miałam mnóstwo zaległości. W piątek zadzwoniłam do Julki i zapytałam ją, czy moja mama może przyjechać do niej po zeszyty. Zgodziła się, ale nie była rozmowna. Nie miała powodu, żeby się na mnie gniewać, więc zignorowałam jej grymasy.
Pierwszy dzień w szkole po chorobie nie był dla mnie udany. Trzy sprawdziany i dwie kartkówki były równoznaczne z tym, że czeka mnie sezon popraw. Nie można się przecież wszystkiego nauczyć na jeden dzień. Łukasz postanowił mi pomóc w zrozumieniu matematyki i fizyki. Szczególnie to drugie było dla mnie złem koniecznym, dlatego zbytnio się nie przykładałam. Dusza humanisty nie może zajmować się takimi problemami jak elektrostatyka. Do matmy miałam lepsze nastawienie, bo wiedziałam, że jeśli chcę być wykształconą osobą to muszę ją umieć choć w podstawowym zakresie.
Wojtek się do mnie uparcie nie odzywał. Codziennie mówiłam mu "cześć", ale on za każdym razem spoglądał na mnie z pogardą. Julka też była inna. Coraz częściej widywałam ją na przerwach z Wojtkiem. A to odpisywali zadanie domowe, a to rozmawiali o meczu siatkówki, którą ja nigdy się nie interesowałam, a to gdzieś razem szli. Krótko mówiąc zostali najlepszymi przyjaciółmi. Zaskakujące, jak to wszystko szybko się zmienia. Nigdy wcześniej bym nie przypuszczała, że Julia i Wojtek się zaprzyjaźnią. Odkąd ich znam, a znamy się już prawie 9 lat, nie przepadali za sobą. Owszem, tolerowali się nawzajem, ale zawsze miałam wrażenie, że robią to ze względu na mnie. Pewnego ponurego jesiennego ranka, podczas lekcji biologii przyszło mi do głowy rozwiązanie. Ułożyłam sobie w głowie wszystkie fakty w kolejności chronologicznej. Wyjazd Wojtka, moja tęsknota za nim, wspieranie mnie przez Julię, moja podróż do Stanów Zjednoczonych, poznanie Łukasza, mój powrót do Polski, zapoznanie się Julki z Łukaszem, przestroga Julii, abym nie zapominała o Wojtku... No tak! To musiało być to. Jeśli Julka i Wojtek potrafili dla mnie się nawzajem tolerować, to nie mają również problemu ze wspólną walką przeciwko mnie! Wojtek pewnie powiedział Julce o tym, jak go potraktowałam, a ona powiedziała mu, że spotykałam się z Łukaszem na wakacjach. Moi najlepsi przyjaciele zostali moimi wrogami. Z drugiej strony - Wojtek nigdy nie był mściwy, więc nie powinnam była się spodziewać odwetu, ale pod wpływem Julki mógł się zmienić.
- Ola, może ty przypomnisz nam, czy żółwie są stałocieplne, czy zmiennocieplne - z moich rozmyślań wyrwał mnie głos nauczycielki.
Popatrzyłam na Julkę, która pilnie coś notowała udając, że nie zauważa, że potrzebuję pomocy. Nauczycielka odczekała jeszcze chwilę w końcu zrezygnowana powiedziała:
- Kto przypomni Oli, czy żółwie są stałocieplne, czy zmiennocieplne?
Dobra, mogłam rozmyślać dalej. Zanim jednak wróciłam do filozofii związanej z wpływem Julki na Wojtka rzuciłam mojej koleżance z ławki gardzące spojrzenie i pomyślałam: "będziesz coś chciała". Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek na przerwę. Powoli się spakowałam i opuściłam klasę. Swoją drogą te moje filozofie wcale nie były takie złe. Jeśli nie dostanę się na żadne studia albo nie będę miała pracy to zostanę jakimś myślicielem czy filozofem i będę ludziom tłumaczyć zachowania innych. Całkiem niezły pomysł w obliczu kryzysu gospodarczego. Zawsze znajdą się tacy, którzy mi zapłacą, a ja im nagadam ile będę chciała i ubiorę wszystko w górnolotne słowa. Pomysł na życie już mam. Ciekawe tylko, co na to rodzice.
Na takich rozmyślaniach minęły mi wszystkie lekcje i przerwy. Na ostatniej z nich Łukasz napisał mi SMS-a, że będzie czekał na mnie obok szkoły, bo ma odwołaną ostatnią lekcję. Nie było mi to na rękę, ale nie chciałam mu tego zabronić. Kiedy po ostatniej lekcji wyszłam z Julką z klasy zadałam jej krótkie pytanie:
- Gniewasz się na mnie? Odkąd wróciłam po chorobie jesteś jakaś dziwna.
- To chyba ty jesteś dziwna, Ola - odpowiedziała. - Nigdy się tak nie zachowywałaś. Ten Łukasz całkiem zawrócił ci w głowie.
- O co ci chodzi? - zdziwiłam się.
- O co mi chodzi? - powtórzyła moje pytanie. - Zostawiłaś niczemu niewinnego Wojtka dla chłopaka, którego poznałaś przypadkiem i spotkałaś kilka razy! I to jeszcze w jaki sposób go zostawiłaś. Wiesz, nie spodziewałam się tego po tobie.
Aha, czyli jednak miałam rację. Kariera filozofa gwarantowana. Julka była zła za Wojtka. Nikt mnie w tej sytuacji nie rozumiał. No, może jedyną osobą, która mnie nie obwiniała był tata. Chociaż nie - on w ogóle nie traktował tego wszystkiego na poważnie. Nic nie odpowiedziałam na wywód Julki, szybko zmieniłam buty, założyłam kurtkę i wyszłam ze szkoły. Rozglądnęłam się wpierw w prawo, a następnie w lewo i dostrzegłam w oddali Łukasza. Szedł w moją stronę. Ruszyłam w jego kierunku i spotkaliśmy się w połowie drogi. Przytulił mnie, chciał mnie pocałować, ale uniknęłam tego z powodu Wojtka, który za chwilę miał wyjść ze szkoły.
- Chodź - powiedziałam i złapałam go za rękę.
- Dokąd się tak śpieszysz? - zapytał Łukasz.
- Nie chcę tu stać - odpowiedziałam stanowczo.
W tej właśnie chwili ujrzałam Wojtka opuszczającego szkołę w towarzystwie Julii. Mimowolnie zatrzymałam się, co nie umknęło uwadze Łukasza. Powiódł wzrokiem w tę samą stronę, gdzie spoglądałam ja. Zauważyłam jak Julka delikatnie się uśmiecha. Szarpnęłam Łukasza za rękaw. Ruszył się w końcu z miejsca, ale nie spuszczał Wojtka z oczu.
- Łukasz, chodź, nie torturujmy się wszyscy nawzajem - powiedziałam błagalnie.
Pojechaliśmy do mnie. Łukasz został ze mną do 18-tej. Później wzięłam się za zadanie z chemii, które do łatwych nie należało. Na dodatek od kilku dni nie dawała mi spokoju jeszcze jedna myśl. Otóż zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam przestać przygotowywać się na Igrzyska Olimpijskie. Gimnastyka artystyczna coraz mniej mi się podobała. Nie chciałam już poświęcać jej tyle czasu, co kiedyś, nie byłam już tak kreatywna, a ćwiczenie nie sprawiało mi tej samej radości co wcześniej. Czułam jednak, że nie jestem jeszcze gotowa na podjęcie decyzji.
Zastanawiałam się do końca października. W ostatnich dniach miesiąca byłam już pewna. Wiedziałam, że najgorzej będzie mi wytłumaczyć moją decyzję mamie. W końcu zdobyłam się na odwagę i wypaliłam przy obiedzie:
- Rezygnuję z gimnastyki.
- Co? Co to znaczy? - zapytała mama ze zdziwieniem.
- Nie chcę już ćwiczyć. Znudził mi się ten sport.
- O czym ty mówisz, dziecko? Przecież za niewiele ponad pół roku jest Olimpiada! Przygotowywałaś się do niej 7 lat!
- Ale nie chcę brać w niej udziału - odpowiedziałam.
- To było twoje marzenie dzieciństwa! - mama zaczęła krzyczeć.
- Ale moje marzenia dzieciństwa już dawno minęły. Od dawna już nie chcę być księżniczką, mieszkać w zamku i za męża mieć księcia na białym koniu. Czas również zakończyć walkę o marzenia z dzieciństwa, które jeszcze pozostały.
- Jacek, powiedz coś, bo mi brak słów - mama szturchnęła tatę.
- Ee, więc... No Olu, wiesz... Według mnie powinnaś się nad tym zastanowić - wydukał.
- Ja się już zastanowiłam i podjęłam taką decyzję. Dziękuję za obiad - powiedziałam wstając od stołu.
- Siadaj! - krzyknęła mama.
- Nie mam ochoty z wami jeść. Nie potraficie uszanować moich pragnień.
- To ten Łukasz tak cię zmienił, tak? Kazał ci zrezygnować z gimnastyki. Nie podoba mu się?
- Co? O czym ty mówisz? - wykrzyczałam.
- Będziesz ćwiczyć i pojedziesz na Olimpiadę. Skończyłam temat.
- Nie będę ćwiczyć i nie pojadę! Nie zmusisz mnie do tego! Zależy ci tylko na tym, abym spełniała marzenia, których ty nie mogłaś spełnić w moim wieku. Ale twoje marzenia nie są moimi marzeniami, wybacz - wzięłam kurtkę i wyszłam z domu. Było mi bardzo źle, ale uważałam moją decyzję za słuszną. W końcu kto może wiedzieć co czuję lepiej ode mnie?
Pojechałam do Łukasza. Potrzebowałam rozmowy z nim; jego obecności. Mama stanowczo przesadziła obwiniając Łukasza o moją decyzję. Tata na pewno był innego zdania, ale nie chciał ,,dolewać benzyny do ognia".
Opowiedziałam o całym zajściu Łukaszowi. On również nie mógł zrozumieć mojej decyzji.
- I co teraz będziesz robić? - zapytał. - Przecież gimnastyka była całym twoim życiem.
- Moje życie się zmieniło, Łukasz. Chcę się odciąć od wszystkiego, co było kiedyś.
- Coś czuję, że chcesz się ukarać za krzywdę Wojtka, zgadłem?
- Łukasz, daj spokój. Nie zgaduj przyczyny.
- Okej, jak wolisz. A odpowiesz na moje pytanie?
- Co teraz będę robić? - zapytałam.
- Tak - potwierdził.
- Chciałabym zacząć grać w piłkę - wyznałam.
- W piłkę? Dlaczego akurat ten sport chcesz wybrać? Jest tyle bardziej kobiecych sportów.
- Kocham piłkę i nie chcę być tylko widzem na meczach i przed telewizorem. Nie jest fajnie być biernym kibicem.
- Okej, pani piłkarko. Nie mam nic przeciwko. Swoją drogą zapowiada się niesamowicie fajnie. Bo co może być lepszego od uczenia swojej dziewczyny gry w piłkę nożną - uśmiechnął się i mocno mnie przytulił, a ja poczułam - pierwszy raz od kilku miesięcy - że zrobiłam coś, czym w konsekwencji nikogo nie skrzywdzę i sama nie będę musiała przez to cierpieć.

5 komentarzy:

  1. <3 Uwielbiam Twoje opowiadanie, a teraz jeszcze nożna :) o tak! <3 /AngelDelAmor

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nożna już i wcześniej była :D ale tego żeby Ola grała jeszcze nie było ;) dzięki :)

      Usuń
  2. Twoje wszystkie rozdziały od początku są świetne! Na prawde! Takie młodzieżowe i trafiają do wszystkich. Czekam na kolejny ;*** FirstLadyM94

    OdpowiedzUsuń
  3. nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału:)
    KOCHAM CIĘ:*

    OdpowiedzUsuń
  4. No to zmiany,zmiany, ciekawe jak Ola się sprawdzi w nowej roli, czyli jako piłkarka. *_* Ale słodkie,że jej chłopak chce ją uczyć. <3 Co do jej przyjaciółki,to zachowała się niefajnie, powinna być bezstronna i wspierać ich obydwoje,a nie takie sceny odstawiać,ech...

    Pozdrawiam. <3

    OdpowiedzUsuń

Jeśli Ci się podobało i czekasz na kolejny rozdział podziel się swoją opinią :) Dla Ciebie to przekazanie co myślisz, a dla mnie to wiadomość, że ktoś to czyta i motywacja by pisać dalszy ciąg :)