2 września 2013

Jesienne przeziębienie

Następnego ranka obudziłam się przed 5 z gorączką. "Jednak się wczoraj przeziębiłam" - pomyślałam. Wstałam, założyłam pantofle i zeszłam po schodach na dół. Było mi okropnie zimno. W szafce w kuchni poszukałam leków przeciwgorączkowych. Starałam się poruszać po domu jak najciszej, ale nie było to takie proste. Najpierw wypadło mi z szafki kilka opakowań tabletek. Później uderzyłam szklanką o lodówkę, aż w końcu przewróciłam stołek. Ten ostatni wywołany przeze mnie hałas obudził mamę, która od razu przestraszona przybiegła na dół. Musiałam wyglądać jak upiór albo nawet gorzej, bo na mój widok powiedziała: "O Boże, dziecko, kiedy ty się tak przeziębiłaś?", po czym dodała: "Wracaj do pokoju, zaraz przyniosę ci gorącą herbatę". Posłusznie udałam się na górę. Po chwili dołączyła do mnie mama z herbatą.
- Zadzwonię do pracy, że dzisiaj nie przyjdę - wypaliła nagle.
- Mamo, jest piąta rano, nikogo jeszcze nie ma w pracy - przypomniałam jej.
- No tak, tak. Zadzwonię później. Chociaż, nie - zreflektowała się. - Później już będzie za późno na dzwonienie.
- Idź do pracy, mną się nie przejmuj. Poradzę sobie - obiecałam.
- Ale jak ja mam cię taką zostawić? - zadała pytanie, jednak nie zostawiła mi czasu na odpowiedź, bo kontynuowała swój monolog. - Poczekaj, powiem tacie, żeby z tobą został - wstała z łóżka.
- Nie budź go jeszcze. Za godzinę i tak będzie wstawał do pracy. Pozwól mu jeszcze pospać. Wystarczy, że ty już przeze mnie nie śpisz.
- Kochanie, zawsze byłam przy tobie, kiedy byłaś chora i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.
- Kiedyś pewnie się to zmieni, mamo. Będziemy musiały się do tego przyzwyczaić.
- Wtedy będzie się zajmował tobą kto inny - zmarszczyła brwi. - Z tym Łukaszem to tak na poważnie?
- Opowiadałam ci wczoraj. Teraz poza nim świata nie widzę. Dobrze powiedziałam - teraz, bo poza Wojtkiem też kiedyś nie widziałam świata.
- Ale teraz jesteś już starsza niż wtedy, gdy poznałaś Wojtka. Może to też moja i Wojtka mamy wina, że tak wam kazałyśmy być razem.
- Nie, nie kazałyście. Sami chcieliśmy - okryłam się kołdrą i zamknęłam oczy. Miałam nadzieję, że zasnę, jednak tabletki nie pomagały, a moje dolegliwości się wzmagały.
Za zleceniem mamy tata zadzwonił do pracy, że się w niej nie pojawi. Całe szczęście, że pracuje na stanowisku kierowniczym i nie poniesie za to konsekwencji. Po południu napisałam SMS-a do Łukasza. Poinformowałam go, że jestem chora. Chciał z tego powodu nie iść na trening i przyjechać do mnie, ale kategorycznie mu tego zabroniłam. Już wystarczy, że jedna osoba zrezygnowała ze swoich planów z mojego powodu. Drugim powodem było to, że mama jeszcze dobrze nie przystosowała się do nowej sytuacji związanej z Łukaszem i potrzebowała na to trochę czasu.
Następnego dnia ani trochę nie było mi lepiej, dlatego tato znów został ze mną w domu. Wezwał wizytę lekarską, bo było oczywiste, że bez antybiotyku przeziębienie nie odpuści. Wieczorem poczułam się lepiej. W piątek tato - podobnie jak mama - nie mógł zostać ze mną w domu.
Po 7-mej otrzymałam wiadomość od Łukasza:
Zostajesz dzisiaj sama?
Tak :( - odpisałam.
Rodzice wyszli do pracy, a ja zostałam sama w domu. Mój pokój przypominał salę szpitalną, a biurko i szafka zamieniły się w aptekę. Parę minut po godzinie 8-mej usłyszałam dzwonek u drzwi. Bardzo nie chciało mi się wstawać, więc zlekceważyłam niespodziewanego gościa. Jednak ten uporczywie nie przestawał dzwonić.
- Już idę, idę! - zawołałam w końcu.
Wyszłam z pokoju i przybiegłam do drzwi. Mijając lustro w przedpokoju przestraszyłam się osoby, którą w nim zobaczyłam. Wyglądałam okropnie. Otworzyłam drzwi. Zobaczyłam ogromny bukiet czerwonych kwiatów z karteczką: "Szybkiego powrotu do zdrowia!". Uśmiechnęłam się do siebie, wychyliłam się za drzwi i zobaczyłam Łukasza.
- Witam panią - powiedział. - Jakiś przeuroczy młodzieniec poprosił mnie, abym to pani przekazał.
- A dlaczego ten przeuroczy młodzieniec nie mógł mi tego przekazać osobiście?
- Nie wiedział, czy zechce pani go przyjąć - powiedział smutno.
- Jeśli będzie dla mnie tak miły i zrobi mi dobrą herbatę i poogląda ze mną jakąś komedię, aby poprawić mi humor, to bardzo chętnie go przyjmę - uśmiechnęłam się. Łukasz chciał już wejść do mieszkania, ale go zatrzymałam. - Ale ja mówiłam o tym przeuroczym młodzieńcu, nie o panu!
- A czy ja nie jestem uroczy? - zapytał zaskoczony.
- Uroczy może i tak, ale do przeuroczego jeszcze panu daleko. Mimo wszystko jestem skłonna wpuścić pana do mego pałacu, jeśli zdeklaruje się pan zrobić mi tę herbatę i pooglądać ze mną dowolnie wybrany przez siebie wesoły film. To jak? Odpowiada to panu?
- Ee tam, niech stracę - odpowiedział wchodząc do mieszkania.
Zamknęłam drzwi i go niespodziewanie pocałowałam. Tak bardzo się za nim stęskniłam. Łukasz wysłał mnie do łóżka, to znaczy kazał mi się położyć, żebym nie zmarzła. Posłuchałam go, ale najpierw poszłam do łazienki, by trochę się ogarnąć. Dlatego kiedy po wstawieniu kwiatów do wazonu przyszedł do mojego pokoju zastał puste łóżko. Gdy wróciłam z łazienki siedział na środku mojego łóżka i czytał po kolei nazwy leków znajdujących się na biurku i szafce.
- A pani to chyba chce zostać farmaceutką - stwierdził niepewnie.
- Raczej nie. Czytam każdą ulotkę po 10 razy, żeby nie zażyć leków, które nawzajem siebie wykluczają. Nienawidzę chorować - usiadłam Łukaszowi na kolanach.
- Pomyśl o tym, że jest tego dobra strona - powiedział z zakłopotaniem.
- Jaka? - zapytałam.
- Nie musisz widywać się z Wojtkiem. A on z tobą...
- Och, Łukasz, daj spokój. Wystarczy mi, że mama ciągle o tym truje. Martwię się o Wojtka, jestem ciekawa co u niego, czy chodzi do szkoły...
- A, właśnie, jak tam mama? Opowiedziałaś jej wszystko?
- Wszystko może i nie, ale opowiedziałam jej sporo. Tyle wiedzy jej wystarczy.
- I co ona na to?
- Próbuje to zrozumieć, powoli to trawi.
- Powoli? Rozumiem, że zawsze ma taki spóźniony metabolizm?
- Tak - zaczęłam się śmiać. - Można tak powiedzieć.
- Wskakuj do łóżka - Łukasz zepchnął mnie ze swoich kolan. - Idę zrobić ci herbatę. W międzyczasie pomyślę nad filmem, który moglibyśmy pooglądać.
- Zajrzyj do salonu na półkę obok telewizora. W filmach moich rodziców jest kilka tytułów, z którymi się jeszcze nie zapoznałam.
Napisałam SMS-a do Julki. Zapytałam ją, czy Wojtek jest w szkole. Nie mogłam się powstrzymać. Miałam nadzieję, że - jeśli jest - Julka nie powie mu, że o niego pytam.
Łukasz wrócił po około 10 minutach.
- Zapraszam na seans - powiedział biorąc mnie na ręce.
- Ej, ej, wiem, że widać po mnie, że jestem chora, ale dam radę zejść na dół.
- Nie byłbym tego taki pewien - uśmiechnął się i wyniósł mnie z pokoju.
- Ej, Łukasz! Puść mnie! - krzyczałam, kiedy byliśmy już na schodach.
- Jesteś pewna? Tutaj, teraz? - zapytał zniżając mnie do podłogi.
- Nie, nie, nie!
- No właśnie - znów podniósł mnie do góry.
Zaniósł mnie do salonu i posadził na kanapie. Na ławie czekała na mnie herbata. Odpowiednia płyta była już włożona do odtwarzacza DVD. Łukasz kliknął przycisk "Play" na pilocie i usiadł obok mnie.
- Wygodnie ci? - zapytał.
- Wygodniej mi w niebie nie będzie - odpowiedziałam.
- Odważne stwierdzenie - Łukasz zaczął się śmiać.
- Hm - skrzywiłam się. - To co powiedziałam skojarzyło mi się z piosenką "Oprócz błękitnego nieba".
- Oprócz błękitnego nieba nic mi dzisiaj nie potrzeba... - zanucił Łukasz. - Oprócz błękitnego nieba nic mi dzisiaj nie potrzeba! - powtórzył. - Gdzie są wszystkie dziewczęta, które kiedyś tak bardzo, tak bardzo kochałem, kochałem... Kto z przyjaciół pamięta ile razy dla nich przegrałem? W gardle zaschło mi i butelka zupełnie, zupełnie, już pusta, już pusta. Nikt do drzwi już dzisiaj nie zastuka. Oprócz błękitnego nieba nic mi dzisiaj nie potrzeba. Oprócz błękitnego nieba nic mi dzisiaj nie potrzeba! - Łukasz zakończył i zaczął się śmiać.
- Też to znasz?
- No pewnie, klasyka polskiej piosenki.
- Jakie to te dziewczęta, które tak kochałeś, hm? - spytałam.
- Sam nie wiem. W sumie to kochałem w życiu trzy kobiety, z czego dwie kocham nadal.
- Dwie? A co z tą trzecią? - zapytałam.
- Ta trzecia to Paulina - odpowiedział.
Zapadła cisza.
- No! - zawołał do siebie Łukasz. - Co ten film się nie włącza?
- Może włóż płytę jeszcze raz - odpowiedziałam. - A te dwie, które kochasz to kto? - dodałam niepewnie.
- Ty i moja mama - odpowiedział podchodząc do telewizora. - W sumie to jeszcze moje babcie i ciocie - dodał. - Działa - powiedział triumfalnie po przełączeniu przyciska w odtwarzaczu DVD. Na powrót usiadł obok mnie na kanapie, a ja przytuliłam się do jego ręki.
Oglądnęliśmy trzy filmy nie ruszając się z kanapy. Łukasz zmieniał tylko płyty w odtwarzaczu i pytał mnie czy oglądałam już film, który właśnie trzymał w ręce. Przez chwilę pomyślałam, że chciałabym przez cały czas być chora albo przynajmniej przez cały rok szkolny. Jednak przypomniałam sobie, że będę miała mnóstwo zaległości do odrobienia i moja forma gimnastyczna też się pogorszy. Westchnęłam ciężko.
- Co jest? Już ci się nudzi? - zapytał Łukasz.
- Nie, jest dobrze, tylko będę miała zaległości w szkole, a na sali będę musiała siedzieć do późnego wieczora. No i jeszcze ty masz nieobecność dzisiaj.
- Nieobecność? Przecież jestem obecny tam, gdzie jestem potrzebny.
- Kochany jesteś - uśmiechnęłam się. - Masz dzisiaj trening?
- Nie, dzisiaj wolne - powiedział zadowolony.
- Naprawdę? - dopytywałam.
- Tak, naprawdę, zaufaj mi.
- Ufam ci, ufam. Tylko nie chcę, żebyś przeze mnie coś tracił.
- Ty straciłaś dla mnie znacznie więcej - przypomniał mi.
- Nie rozmawiajmy o tym.
- Okej. Oglądamy dalej - zarządził.
Siedzielibyśmy tak pewnie do wieczora gdyby nie to, że tata wcześniej wrócił z pracy i szepnął mi na ucho, że mama raczej nie będzie zadowolona z tego, że Łukasz siedział ze mną cały dzień w domu.
- Odwiedzę cię jutro - powiedział wychodząc. - Może będziesz się już czuła lepiej.
- Po dzisiejszym dniu już czuję się lepiej - odpowiedziałam.
- Do widzenia - zniknął za drzwiami.
- Całkiem fajny ten Łukasz - powiedział tata stojąc za mną. - I siedział tak z tobą przez cały dzień oglądając komedie romantyczne mamy?
- Tak... Sam to zaproponował - wyjaśniłam.
- No to niezły jest. Mnie jak mama namówi na jedną to już jest osiągnięcie. Fajny chłopak.
- Mama tak nie uważa.
- To będzie tak uważać, zobaczysz.
- Dzięki - uśmiechnęłam się i poszłam do swojego pokoju.
Dzień, który zapowiadał się tak okropnie, w swej istocie okazał się całkiem udany. I co tam, że dalej miałam gorączkę, katar i kaszel.

2 komentarze:

  1. Ja zawsze czekam niecierpliwie na kolejny rozdział! A ten bardzo romantyczny. FirstLadyM94

    OdpowiedzUsuń
  2. <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 uwielbiam to:) taka miła odskocznia od szkoły i rzeczywistości ^^ AngelDelAmore

    OdpowiedzUsuń

Jeśli Ci się podobało i czekasz na kolejny rozdział podziel się swoją opinią :) Dla Ciebie to przekazanie co myślisz, a dla mnie to wiadomość, że ktoś to czyta i motywacja by pisać dalszy ciąg :)