25 sierpnia 2013

... ponieważ jest to koniec tęczy

No this is not the time or the place for a broken-hearted - usłyszałam dźwięk budzika.
'Cause this is the end of the rainbow where no one can be too sad - zaczęłam nie otwierając oczu szukać ręką na szafce telefonu. Ta umiejętność jednak ciągle nie była u mnie dobrze rozwinięta. Bach - komórka wylądowała na podłodze. "Dobra, niech sobie gra, nie wstaję" - pomyślałam.
No, I don’t wanna leave but I must keep moving ahead
'cause my life belongs to the other side
Behind the great ocean’s waves...
"Cholera, tak bardzo o mnie. Muszę to wyłączyć." Podniosłam się i pochyliłam pod łóżko. Zakręciło mi się w głowie i zrobiło czarno przed oczyma. Odczekałam chwilę i sięgnęłam pod łóżko jeszcze raz.
Bye, bye Hollywood Hills, I’m gonna

miss you wherever I go...
Nareszcie dopadłam telefon i wyłączyłam piosenkę, której dzisiaj tak bardzo nie chciałam słuchać. Oczywiście, ja - jak to ja, potrafiłam wszystko dopasować do siebie. Może początek nie był o mnie, bo to nie ja miałam teraz złamane serce, ale koniec tęczy rzeczywiście nieuchronnie się zbliżał. Ale przecież na nic innego nie mogłam liczyć; w moim życiu jak w przyrodzie - po burzy związanej z rozstaniem z Wojtkiem i jego wyjazdem do Nowego Jorku, pojawiła się tęcza w postaci Łukasza, ale tęcza nigdy nie utrzymuje się długo... Następny fragment również się zgadzał. "Nie, nie chcę odchodzić, ale muszę zmierzać naprzód, ponieważ moje życie należy do drugiej strony za falami wielkiego oceanu" - ja musiałam odejść, moja słabość i głupota doprowadziły do tego, że Wojtek się o wszystkim dowiedział. Moje życie może teraz należeć tylko do tamtej strony... A fale wielkiego oceanu? Na to też znajdzie się wytłumaczenie. Wojtek był przed falą związaną z jego wyjazdem i z moim ówczesnym życiem, a Łukasz - za falą zmian w moim życiu.
- Ola, wstałaś? - usłyszałam wołanie z dołu.
- Tak, tak. Już schodzę na śniadanie - zawołałam.
Dobrze, że mama w porę wyrwała mnie z moich dołujących rozmyślań, bo rzeczywiście poczułam ten tekst tak bardzo, że omal nie utopiłam się w przedstawionym w piosence oceanie. Otworzyłam szafkę i poszukałam rzeczy, w które miałam zamiar ubrać się do szkoły. Zeszłam na dół, odwiedziłam łazienkę, po czym wróciłam do pokoju, by się ubrać.
Kiedy wróciłam powtórnie na dół śniadanie było już gotowe i rodzice siedzieli przy stole. Dołączyłam do nich, choć wcale nie miałam ochoty jeść.
- I jak tam? Masz z czegoś dzisiaj sprawdzian? - zapytała mama.
- Nie. Na razie tylko pytają - odpowiedziałam.
- A później jak zaczną robić sprawdziany to wszyscy na raz - skomentował z odrazą tata.
- Wyglądasz na niewyspaną, córeczko - podjęła znów mama.
- Długo nie mogłam zasnąć - skontrowałam.
- Dlaczego?
- Miałam wczoraj ciężki dzień - odparłam.
Na dłuższą chwilę zapadła cisza. W końcu podjęłam:
- Mamo, nie dzwoniła do ciebie Wojtka mama?
- Nie, a coś się stało?
- Nie, nic, tak tylko pytam. Muszę już iść - odpowiedziałam wstając od stołu.
Ubrałam buty, kurtkę, wzięłam plecak i wyszłam z domu. Przez całą noc martwiłam się o Wojtka. Nie miałam pojęcia, co robił, gdy zostawiłam go samego. Miałam wyrzuty sumienia, że poszłam od niego i nie poczekałam na jego rodziców. Uspokoiła mnie odpowiedź mamy. Gdyby coś złego stało się z Wojtkiem, jego mama na pewno zadzwoniłaby od razu do mojej. Albo nawet bezpośrednio do mnie.
W szkole Wojtek się nie pojawił, co przypieczętowało moje obawy. Chciałam do niego pojechać, ale wiedziałam, że nie wpuści mnie do domu.
Postanowiłam, że znów pojadę na Agrykolę. Nie odbierałam wczoraj od Łukasza, który usilnie próbował się do mnie dodzwonić do 21-szej, po której to godzinie wyłączyłam telefon. Kiedy dotarłam na Myśliwiecką zapadał już zmrok. Szłam smutna w stronę wejścia, kiedy ktoś mnie złapał i mocno do siebie przytulił.
- Gdzie ty się włóczysz, co? - szepnął mi do ucha.
- Łukasz! Jak dobrze cię widzieć - powiedziałam cienkim i zachrypniętym głosem.
- Przepraszam, że wczoraj nie miałem czasu się z tobą spotkać. Mieliśmy straszny wycisk na treningu. Wróciłem bardzo późno do domu. Dzisiaj - jak widzisz - wypuścił nas trochę szybciej. Dzwoniłem do ciebie wieczorem, dlaczego nie odbierałaś?  Coś się stało?
- Kuba ci nie przekazał? - odsunęłam się od niego i popatrzyłam mu w oczy.
- Jaki Kuba? Czego nie przekazał? - Łukasz zapytał zaskoczony.
- Twój kolega z drużyny. Myślałam, że można mu zaufać.
- Skąd go znasz?
- Przyszłam wczoraj na Agrykolę. Miałeś trening... Kuba się mną zajął, porozmawiał ze mną i obiecał, że przekaże ci, że byłam.
- Nic mi nie powiedział, dupek. Ale nieważne, co się stało, że potrzebowałaś natychmiastowej pomocy? - Łukasz zapytał zaniepokojony.
- Łukasz wszystko się rozsypało. To znaczy wszystko się wydało. Wojtek już o tobie wie.
- Jak to? Powiedziałaś mu?
- Nie... To znaczy tak. To znaczy nie chciałam... To znaczy chciałam, ale nie wiedziałam jak. Jakoś samo tak wyszło.
- Ale co wyszło, Ola?
- Możemy pojechać do mnie? - zaproponowałam. - Jest mi zimno i chyba się przeziębiłam.
- Dobrze. Chodź, złapiemy autobus - Łukasz wziął mnie za rękę i zaprowadził na przystanek.
Odpowiedni autobus przyjechał dosyć szybko.
- Bardzo ci zimno? - zapytał przytulając mnie w autobusie.
- Teraz dobrze - wtuliłam się w niego jeszcze bardziej.
Gdy dotarliśmy na moje osiedle, otworzyłam drzwi i wpuściłam Łukasza do środka. Weszliśmy po schodach i po chwili znaleźliśmy się w moim mieszkaniu. Mama była już w domu. Przedstawiłam jej Łukasza jako mojego kolegę, ale po jej wyrazie twarzy widziałam, że chce wiedzieć o nim więcej, dlatego dodałam, że później jej wszystko opowiem. Łukasz poszedł do łazienki, a ja - do kuchni, by nastawić wodę na herbatę. Poczekaliśmy aż się zagotuje i zaparzyłam herbatę. Łukasz wziął oba kubki i poszliśmy do mojego pokoju.
- Postaw na biurku - powiedziałam siadając na łóżku.
Łukasz wykonał moje polecenie i usiadł obok mnie. Objął mnie ramieniem i powiedział:
- Masz bardzo ładny pokój. Taki delikatny jak ty. Bardzo do ciebie pasuje - uśmiechnął się zawadiacko, ale jego słowa nie poprawiły mi humoru, bo miałam już łzy w oczach.
- Dzięki, ale to na nic. Takie dni jak ten są w tym pokoju i tak pochmurne.
- Już jesień, nie ma się co dziwić.
- Łukasz, ja nie mówię o pogodzie.
- Ach, no tak. Co się wczoraj stało?
- Spotkałam się z Wojtkiem - rozpłakałam się.
- I?
- I... Wojtek zaczął mówić o tobie. Ja nie zaprzeczyłam, że istnieje ktoś taki jak ty... Po chwili już nie chciał ze mną rozmawiać.
- Ale jak, czekaj, co powiedział o mnie?
- Powiedział, że mnie wczoraj z tobą widział. To znaczy przedwczoraj. Ja nie zaprzeczyłam, ale później się okazało, że to był żart...
- Nie rozumiem... Co jeszcze powiedział?
- Nic. Zostawił mnie na Saskiej. A ja pojechałam na Agrykolę. Chciałam cię zobaczyć, przytulić, powiedzieć, co się stało. Ale spotkałam Kubę, pogadałam z nim i poradził mi, abym pojechała do Wojtka.
- Rozmawiałaś z Kubą o nas? - Łukasz podniósł głos.
- Powiedział, że jest twoim kolegą - wyjaśniłam.
- Ale kolegom nie mówi się takich rzeczy!
- Przepraszam, nie wiedziałam, że się nie lubicie - odsunęłam się od niego.
- To nie ma znaczenia, czy się lubimy, czy nie! Po prostu takich rzeczy nie mówi się spotkanym po raz pierwszy osobom! - krzyczał.
- Nie krzycz na mnie, bo zaraz przyjdzie tu moja mama - upomniałam go.
- Przepraszam, nie powinienem był, nie chciałem.
Wstałam z łóżka i poszłam po herbatę.
- Przepraszam, Ola. Mów dalej. Pojechałaś do Wojtka?
- Pojechałam. Weszłam do niego do domu i zastałam w jego pokoju na biurku... - znów się rozpłakałam.
- Co zastałaś?
- Zastałam... narkotyki. A Wojtek był w ogrodzie. Poszłam do niego, ale nie chciał ze mną rozmawiać. Kazał mi wyjść, ale ja nie ustępowałam. W końcu powiedział mi, że tylko żartował mówiąc, że nas razem widział. A ja się dałam nabrać! Rozumiesz? Dałam się nabrać jak debilka! Chciałam mu wszystko na spokojnie przekazać... Wytłumaczyć... A wyszło tak okropnie! - histerycznie płakałam.
- Ola, Ola - Łukasz wstał z łóżka i podszedł do mnie, by mnie przytulić. - Nie możesz teraz siebie o to wszystko obwiniać.
- A kogo mam obwiniać? Wojtka? Bo mnie nie słuchał, niszczył siebie, zostawił mnie i nie było go prawie pięć miesięcy! I co z tego?! Ja mu coś obiecałam. Jak byłam w Nowym Jorku obiecałam mu, że będę o nas walczyć, że go nie zostawię, mówiłam, że jest dla mnie najważniejszy.
- Ale później to się zmieniło - Łukasz uśmiechnął się do mnie.
- I co z tego... Obiecałam - powiedziałam z żalem.
- Uważasz, że można obiecać komuś miłość?
- A co przysięga się na ślubie? - zapytałam ocierając łzy spływające po policzkach.
- Kochanie, ty nie wzięłaś ślubu z Wojtkiem.
- Ale nie tego dotyczyło moje pytanie. No, powiedz, po co jest przysięga ślubna, skoro uważasz, że nie można jej ufać?
- Kiedy ludzie długo się znają, bardzo się kochają i zależy im na sobie mogą sobie obiecać, że będą robić wszystko, aby ich miłość trwała. Ale nie mogą obiecać, że będzie trwała.
Nie miałam siły z nim dyskutować. Łukasz, widząc, że nie jestem przekonana do jego słów znów podjął:
- Przepraszam. Powinienem był ci pomóc. Powinienem był spotkać się z tobą z Wojtkiem, nie pozwolić na to, abyś go oszukiwała, wiadome było, że to do niczego dobrego nie prowadzi. Przepraszam - Łukasz pocałował mnie w głowę.
- Nie, nie przepraszaj mnie za to. Byłeś ze mną przez cały czas i w każdej chwili wiedziałam, że mam twoje wsparcie. Dziękuję.
- Nie płacz już. Odwiedzę z tobą Wojtka. Sprawdzimy, czy u niego wszystko w porządku.
- Nie, to nie jest dobry pomysł. Wojtek nie chce mnie widzieć, nie wiem, co zrobiłby na twój widok - odradziłam.
- Dobrze, to odwiedzisz go sama, jeśli będziesz chciała. Ja jestem przy tobie - po raz drugi pocałował mnie w skroń.
- Przez cały czas czułam, że przy mnie byłeś - odpowiedziałam.
- I będę - Łukasz trzeci raz pocałował mnie w czoło.
Usłyszeliśmy pukanie do drzwi, zostały otwarte, a za progiem zobaczyliśmy moją mamę z tacą ciastek w dłoni. Przez chwilę nic nie mówiła tylko na nas patrzyła. Łukasz mnie puścił, otarłam ręką łzy i odebrałam od mamy tacę.
- Pomyślałam, że zechcielibyście coś przekąsić - wytłumaczyła mama.
- Dzięki - powiedziałam.
- A może zjecie coś konkretnego? Ugotowałam przed chwilą twoją ulubioną zupę. Może twój kolega się poczęstuje? - zaproponowała mama patrząc na Łukasza.
- Dziękuję bardzo, ale może innym razem, jeśli Ola mnie zaprosi. Już późno, muszę wracać do domu.
- Nie idź jeszcze - szepnęłam.
- Zostawiam cię pod dobrą opieką - uśmiechnął się Łukasz. Mama odpowiedziała mu uśmiechem pełnym zaniepokojenia. - Do widzenia - dodał, po czym wyszedł z mojego pokoju. Poszłam za nim. Gdy zakładał buty łzy na powrót stanęły mi w oczach.
- Zajmij się czymś, by nie myśleć o Wojtku - pocałował mnie w policzek, wziął swój plecak i wyszedł.
Poszłam do kuchni i usiadłam na krześle. Wiedziałam, że mama zaraz zada mi milion pytań, więc kiedy usłyszałam, że idzie po schodach zapytałam: "gdzie ta zupa?", aby odwlec na jakiś czas rozmowę, której nie mogłam uniknąć.

4 komentarze:

  1. Skoro nikt nie dodaje Ci komentarzy to ja będę pierwsza i napisze, że ja każdy dzień czekam na nowy rozdział, bo za bardzo mnie wciągnął ten blog :DDD ladyM94cule

    OdpowiedzUsuń
  2. No to się porobiło, w sumie biedny Wojtek i biedna Ola,bo się chyba w tym wszystkim pogubiła ;( Mam taką małą uwagę, jak będziesz pisała, to skup się na emocjach, odczuciach bohaterów i opisz to, bo za mało właśnie takich opisów przeżyć,a za dużo dialogu,ale tak to świetnie! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Sorry, ale to ja byłam pierwsza :d w sumie to nie wiem jak to skomentować.. mam nadzieję, że to się wszystko ułoży i szczerze chciałabym, żeby Ola była z Wojtkiem. :] (tt: @Barcelonist_10)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli Ci się podobało i czekasz na kolejny rozdział podziel się swoją opinią :) Dla Ciebie to przekazanie co myślisz, a dla mnie to wiadomość, że ktoś to czyta i motywacja by pisać dalszy ciąg :)